Konsumowana w paryskim Luwrze przez miliony turystów rocznie Mona Lisa i Wenus z Milo koedukacyjnego odbiorcę masowego od dekad kołyszą w błogim przeświadczeniu, że XV-wieczne ciało śladem antycznego utoczone zostało z idealnie zbalansowanego konglomeratu dostojności i piękna. Ze szkolnych ław wynosimy dość sztampową regułkę, że humanistyczne zacięcie renesansu postawiło człowieka w swoim epicentrum, a odrodzenie sztuki portretowej jest tego najtwardszym dowodem. Jak dokładniej jednak ludzka cielesność przez antycznych była postrzegana i czy rzeczywiście muzealne ekspozycje starożytności, usiane dziesiątkami zgrabnych nagusów są odbiciem bezpruderyjności Greków i Rzymian? Cienki płaszcz podręcznikowej wiedzy wzbogacić zawsze warto dodatkową wiedzą, a trwająca jeszcze do połowy października zamkowa wystawa Przebudzeni daje właśnie świetną okazję, by na boku jej głównej narracji dojrzeć jeszcze i tę poboczną, o różnych rodzajach antycznego ciała i jego późniejszej recepcji.
ciało kolosalne

Ruiny antyku i narodziny włoskiego renesansu. Po lewej stronie gipsowy odlew dłoni i kuli fragmentu Kolosa Konstatyna, XIX w.
Widok kapitolińskich szczątków Konstantyna wprawia i dzisiaj niejednego w zdziwienie. Speszeni nadnaturalną skalą pomnikowej przeszłości mierzymy dłoń w dłoń i stopę w stopę z cesarskim wizerunkiem, rekonstruując w myśli i z podziwem proporcje kolosa, którego wielkość miała znaczenie. Źródeł tego antycznego monumentalizmu najlepiej szukać w państwie faraonów. Posągi Ramzesa II z Abu Simbel, jako inkarnacje królewskiego ducha, w idealnych proporcjach mieszały dawkę prestiżu i potęgi. Akrolitowy Konstantyn, podobnie jak wcześniejszy rzymski 35 metrowy Neron w roli Heliosa wiele mówią o ówczesnych ludziach władzy.
Gargantuiczna skala w politycznej propagandzie, która mocno zamieszała w głowach rzymskich imperatorów nie powróciła z pierwszą amatorsko-renesansową archeologią. Dostojnicy włoskich republik, europejskich królestw i księstewek chętnie powielali w XV wieku i później swoje ciała w powtórkach antycznych posągów konnych (Pomnik Gatamelatty) i kolumnowych (kolumna Zygmunta III Wazy), wobec wielkiej skali trzymali jednak zdroworozsądkowy dystans, a historie obalonej kilka dekad temu serii „leninów i stalinów” pokazują, że czynili dość roztropnie.

ciało heroiczne
W lśniących olejkiem bicepsach strongmanów i toczonych bronzerem mięśniach współczesnych kulturystów odbija się wciąż żywa fascynacja potęgą herkulesowego ciała. Mityczny syn Zeusa z nieprawego łoża, przedstawiany przez antycznych jako mężczyzna w sile wieku i z bujną brodą, bywał w ich sztuce także rozkosznym brzdącem czy gładkolicym młodzieńcem, w nowożytności zyskał jednak przede wszystkim aparycję mocarnego belwederskiego torsu.

Ta bezgłowa, pozbawiona kończyn rzeźba, w zasadzie destrukt, mimo licznych ubytków fascynowała wielu gigantów renesansu, a w tym i samego Michała Anioła. Twardy i kruchy jednocześnie marmur zamyka w sobie opowieść o podwójnej naturze herosa. Boska perfekcja muskulatury gra tu pierwsze skrzypce, ale czy to jedyna wybrzmiewająca melodia? A jeśli moment, w którym podpatrujemy mitycznego bohatera, jest chwilą jego zadumy? Siłacz właśnie przysiadł. Chce się odwrócić? Może jest na rozstajach, może to chwila rozterki, którą opisywali antyczni? Herkulesowe zawieszenie pomiędzy Cnotą a Występkiem, bogiem, a człowiekiem trzeba przynać porusza i dzisiaj.
ciało atletyczne
Kiedy Greczynki z zacnych domów siedzieć musiały grzecznie pod kluczem, a biedniejsze pracowały przy zwierzętach lub w polu, młodzi bogaci Grecy uprawiali… gimnastykę. Odwaga, aktywność, zdrowa rywalizacja były tu głównym celem, atletyczne ciało efektem nieco ubocznym, lecz niezwykle przydatnym. W przestrzeni publicznej komunikowało wszem i wobec, że właściciel takiej sylwetki ma czas na sporty, bo nie musi zarabiać fizyczną pracą na życie.

Młodzieńcy trenowani byli przez zastępy swoich ojców, nauczycieli i mentorów w nakazie pełnej kontroli i panowania nad sobą. Ćwiczony od najmłodszych lat rygor hierarchicznej konstrukcji patriarchalnej odbił się poniekąd w matematycznym drylu kanonów wizerunku ludzkiego ciała. W rzeźbie wedle Polikleta stopa miała równać się 1/6 ciała, głowa – 1/8, dłoń 1/10. Zasada modułu – wytwarzająca „idealną” sztukę i model jedynie słusznej i akceptowalnej formuły porządku życia społecznego – jeszcze długo po antyku ciągnęły swoje narracje, ostrym klinem wbił się tu jedynie weryzm rzeźbiarskich rzymskich portretów, powracający kolejnymi przypływami „w” i „po” renesansie.

ciało nieheteronormatywne
Chłodny nieco artystycznie przepis Polikleta uwodzicielsko rozwinął chwilę później Praksyteles. Wysmukłe, w esowatą linię skręcone postaci jego pięknych bogów żyją sobie niespiesznie, głównie odpoczywają. Ich kamienne ciała miękkie i delikatne, na skraju wieku męsko-chłopięcego przykuwają uwagę oczywistą dzisiaj niebinarnością. Wbrew pozorom jednak antyk nigdy nie był oficjalnie otwarty na queerowość. Zgodnie z ówczesną wykładnią moralności Greków młodzieniec – a więc przyszły wolny obywatel – nie mógł zostać przedmiotem dominacji i rozkoszy innego.

Obsesja związana z aktem penetracji jako momentem utraty męskiej energii kazał ambiwalentnie podchodzić antycznym także do mitu Hermafrodyty. Jej/jego postać, łącząca pierwiastek męski i żeński chętnie była przedstawiana w ówczesnej sztuce, rodząc efekt przyjemności i zaskoczenia u odbiorcy. W prawdziwym jednak życiu (od 209 r. p.n.e. do 90 r. p.n.e.) osoby androgyniczne w starożytnej Grecji po wykryciu często po prostu zabijano.

ciało kobiece?
Odkryte krągłe piersi Hermafrodyty to jedynie przedsmak mnóstwa typów przedstawień muz, nimf i bogiń jeszcze hojniej prezentujących w antycznych rzeźbach intymne wdzięki. Skromność praksytelesowskich Wenus osłaniających swoją nagość, tych, które zdejmują sandał, czy tulą ciało dziecięcego Erosa to nie jest jednak opowieść o ludzkim pięknie. Perfekcyjna cielesność kobiecych sylwetek wydana męskiemu oku na pożarcie była nade wszystko atrybutem bogiń, a nie cechą sportretowanej konkretnej kobiety. Nawet jeśli do tej czy innej wersji olimpijskiej piękności pozowała wykształcona grecka hetera, rzeźba funkcjonowała nie jako wizerunek zwykłej ziemanki lecz niedościgły blask bytu wyższego. Pech i zgroza, że idea męskim okiem kształtowana i dla męskiego oka szykowana tak skutecznie wkręciła drugą połowę ludzkości w oceany niepotrzebnych kopmpleksów.



Wizerunki bogów i ludzi, idealizowane i nieupiększone, mnogość schematów, celów, propagandy – cielesność antyku wyziera na Przebudzonych z każdej strony. Kontekst jego renesansowo pobudzonych kontynuatorów podbija tu jeszcze starożytną różnorodność zatem… wpaść na wystawę warto. Nie trzeba wcale obu epok oglądać na klęczkach ale można w nieoczywisty sposób w obu się zagłębić.