Gimnastyczki

Zwinne, gibkie, dziewczęce, w ułamku sekundy ciałem zakreślały w powietrzu swoje arabeski, łamiąc wszelkie prawa fizyki. Fenomenalne i wyjątkowe ściągały na siebie w dekadzie lat 70. uwagę międzynarodowych fleszy. Ten blask siłą rzeczy opromieniał także barwy ich narodowych flag. Po prawie pół wieku owe flagi zupełnie inaczej się dzisiaj prezentują, a o wyjątkowej Oldze Korbut z Białorusi (wówczas ZSRR) i Nadii Comaneci z Rumunii pamiętają już chyba tylko fani gimnastyki akrobatycznej starszego i średniego pokolenia.

Biografie tych gimnastyczek wypełnione są aż nadto dowodami na bezduszność dorosłych, którzy żerowali na ich talencie i pracowitości. To także historie ilustrujące bezbronność jednostek wobec totalitarnych systemów bezwzględnie je wykorzystujących. Propaganda wewnętrzna i zewnętrzna uformowała mechanizm, w którym dziecięce sprawności wyśrubowane masakrycznym treningiem, nie ukrócone zdrowym rozsądkiem, przynosiły pożądane przez ówczesnych notabli Breżniewa i Ceaușescu złote medale na sportowych olimpiadach. Obie dziewczyny traktowano jak „dobro narodowe”, w pełni je kontrolowano; zachęcane były do wykonywania ryzykownych choreografii, które wkrótce zresztą oficjalnie zostały zabronione. Ich zwinne ciała wiły się wokół drążków, wykorzystywane ku chwale dyktatorów, ale też w aplauzie i zachwycie reszty świata. Swoimi wyczynami młode gimnastyczki wprawiały w zachwyt miliony, budząc w oglądających cały wachlarz emocji, także męskie zauroczenie.

Wystawa w Fundacji Dzielna to dopiero moje drugie spotkanie z drewnianymi rzeźbami Bogdana Ziętka (1932-2018). Muszę przyznać, za każdym razem uczucia mam mieszane. Jeśli sięgnąć po ekspercką pomoc i szukać publikacji fachowych, czy też komentarzy w mediach społecznościowych, nie trudno stwierdzić, że i tu – ten twórca i jego dzieło – budzą dość sprzeczne emocje. Kim więc był Ziętek? Amatorem, nie oszlifowanym diamentem, czystą plastyczną intuicją, przebłyskiem niewykoncypowanej intelektualnie wytwórczości? A może jego figury drewnianych kobiet to jednak nie „dzieła sztuki” lecz działanie podszyte jedynie erotycznym pragnieniem?

Bogdan Ziętek, Krystyna, lata 90, wystawa w Fundacja Dzielna

Szukając informacji o nim przeczytałam, że podobno już w szkole zauważono, że wyróżnia się zdolnościami plastycznymi; nazywano go nawet Matejką. Sztuka – obok zawodowej pracy fizycznej (Grochowskie Zakłady Magnetyzowe) – stała się pasją i chyba także wentylem bezpieczeństwa jego obsesji. Pierwszej wyrzeźbionej kobiecie nadał imię Ewa. Ubierał je, rozbierał, mył i czesał, szył sukienki, kupował bieliznę. Powstawały w różnych rozmiarach, małe i duże, łącznie prawie 200. Jego dom w Brzezinach na Śląsku pełen był takich wypielęgnowanych i zadbanych „pięknych” kobiet, ale też jego obrazów, szkiców, fotografii, także zdjęć wspomnianych gimnastyczek wykonanych w czasie telewizyjnych transmisji, które inspirowały akrobatyczne pozy niektórych z jego figur.

Bogdan Ziętek, Krystyna, 1989, w tle animacja Agnieszki Polskiej Ćwiczenia korekcyjne, wystawa w Fundacja Dzielna

Ziętek musiał ponoć strzec swoje dziewczyny przed zazdrością żony, której konfuzję – jeśli prawdą jest, że z niektórymi sypiał – rozumiem. Niechętnie rozstawał się ze swoimi rzeźbami, ale też przez dekady nie bardzo miewał do tego powody, bo jego twórczość nie cieszyła się zainteresowaniem ze strony PRL-owskich instytucji. Muzea i galerie wymagały przedłożenia akademickiego dyplomu, którego jako amator nie miał, a spółdzielnie rękodzieła ceniły jedynie to, co od pierwszego rzutu oka było „ludowe”. Prężące się w skąpych majtkach, obcisłych sukienkach i bluzkach drewniane kobiety Ziętka nijak miały się do lalek w strojach regionalnych. Zainteresowanie prywatnych kolekcjonerów, pierwsze wystawy zbiorowe i indywidualne (Muzeum Mazowieckie w Płocku, 2010; Muzeum Etnograficzne we Wrocławiu, 2015) w końcu przyszły, ale w sumie dosyć późno.  

Oczywiście sportowe młode kobiece ciało pojawiało się w sztuce XX wieku już wcześniej. Pierwszym z brzegu, zwłaszcza w kontekście politycznej propagandy, są kadry z niemieckiego filmu Leni Riefenstahl o berlińskiej olimpiadzie z 1936 r. Odnaleźć je można także w mniej kontrowersyjnej twórczości tego samego okresu polskiej artystki Hanny Milewskiej, której drzeworyt Gra w siatkówkę z 1933 r. można obecnie oglądać na krakowskiej wystawie Wilno, Vilnius, Vilne 1918–1948. Jedno miasto – wiele opowieści. Nie jest zaskakujące, że kobiece ciało, ulegając artystycznym odkształceniom wedle oka kobiet o tak różnych wizjach plastycznych, czy to w stronę heroizacji, czy też ekspresjonistycznej deformacji, nie poddawane jest właściwie żadnego rodzaju erotyzacji. Podobnie nie odnajdzie się jej w animacji Ćwiczenia korekcyjne Agnieszki Polskiej z 2008 r., którą kuratorka wystawy w Fundacji Dzielna zestawiła z rzeźbami Ziętka. Nie są to więc przykłady w sztuce stanowiące dobry punkt odniesienia dla twórczości tego domorosłego artysty. Można natomiast pokusić się o przywołanie w jego kontekście obrazów jednego z klasyków polskiego malarstwa XX wieku Jerzego Nowosielskiego. 

Jego malowane w latach 50. Gimnastyczki postrzegane były przez niektórych jako kompromis artysty z postulatami epoki. Jerzy Tchórzewski – jak przytacza Krystyna Czerni w swojej biografii Nowosielskiego – określił je później, że są dziećmi socrealizmu z nieprawego łoża, i to dziećmi udanymi. Sam malarz tymczasem w jednej z wypowiedzi bezpruderyjnie przyznawał: Mnie sport interesuje jako manifestacja nagości. Sport to jest zastępcza aktywność człowieka tęskniącego za autentycznym przeżyciem erotycznym. Krzepkie, przysadziste, o ciałach jędrnych i „biodrzastych” otoczone są na tych obrazach opresyjną obecnością milczących i ubranych po same uszy mężczyzn. Prymitywizująca forma i umowność proporcji, wreszcie podobieństwo tematu u obu artystów, mimo tak wielu różnic: życiowej sytuacji, intelektualnego i artystycznego zaplecza, skłaniać może na pierwszy rzut oka do stawiania znaku równości pomiędzy ich pracami a jednak… Podskórna erotyka Nowosielskiego jest i jednocześnie jej nie ma. Jego kompozycje to prowokacyjna zagwozdka, gdy tymczasem kobiety Ziętka zbytnio się jak na mój gust „mizdrzą”, są zamkniętą, podaną na tacy treścią. Siostrzeństwo na koniec jednak niech zwycięża. Świetnie, że wyszły z ukrycia. Niech jak najczęściej ożywają w polskich galeriach. 


Wystawa: Polska/Ziętek GIMNASTYCZKA, Fundacja Dzielna 13.05—22.07.2023, kuratorka: Zofia Płoska-Czartoryska

Opublikowane przez sztukomodnie

Jestem historyczką sztuki, kuratorką i edukatorką muzealną. Historię sztuki ukończyłam na Uniwersytecie Warszawskim pisząc pracę magisterską u prof. Anny Sieradzkiej na temat angielskiej projektantki mody Vivienne Westwood. Od 1996 roku związana jestem z Zamkiem Królewskim w Warszawie, gdzie jako kuratorka przygotowywyałam wystawę „Sztuka widzenia. Nowosielki i inni”, prowadzę autorski cykl spotkań z artyst(k)ami współczesnymi „Klucz w Zamku”, zajęcia muzealne z zakresu historii sztuki, kultury i mody dla młodzieży i dorosłych. Współpracuję także z innymi instytucjami zajmującymi się edukacją artystyczną: Muzeum Narodowym w Warszawie, Służewskim Domem Kultury, Dziecięcą i Młodzieżową Akademią Artystyczną, warszawskimi Uniwersytetami III Wieku. W 2022 roku rozpoczęłam współpracę z „Radiem z Qlturą”. Wcześniej zawodowo związana byłam także z modą jako redaktorka, stylistka i producentka sesji zdjęciowych w takich pismach jak: Avanti, Jestem, Claudia, Moda Top.

Dodaj komentarz