Czy wizerunek malarski jest tożsamy z istotą, którą przedstawia? Tym pytaniem można rozpocząć co najmniej kilka wątków wokół tej wystawy. Czy „pomnik” kogokolwiek prócz symbolicznego upamiętnienia jest jednocześnie wcieleniem tej postaci? W kulturze zachodnioeuropejskiej odpowiedź nie jest jednoznaczna. Zawieszeni pomiędzy pamięcią „pogańskiego kultu złotych cielców” a dewocją religijnych wizerunków mieszamy często obie kwestie, rozniecając spory nie mające zwykle wiele wspólnego z samą wiarą.
Kiedy w 2001 r. Rafał Bujnowski opracował Schemat malowania papieża, jednym z pytań, które jego praca podniosła było to, na co zwrócił uwagę w swoim tekście do wystawy Bartka Kiełbowicza Stach Szabłowski: „Im bardziej przedstawienie oddala się od ukazywanej realnej osoby, zbliżając się do formuły znaku, tym bardziej staje się tożsame z projektowanymi na tę osobę wyobrażeniami”. W skrócie, im więcej wyprodukujemy tej czy innej osobie „pomników”, tym bardziej odzieramy ją z prawdziwych cech osobniczych. Przechwytując jej wizerunek, fundujący ją oficjele wpisują w nią ustalone narracje, czyniąc zeń narzędzie do osiągnięcia własnych celów. Przy okazji wzoszą też mur obostrzeń wykluczający jakąkolwiek możliwość ewentualnej krytycznej dyskusji dotyczącej głównego bohatera.

Bujnowski zwracał uwagę na ogromną moc obrazów w zmitologizowaniu komunikacji publicznej i społecznej. Co oczywiste, odnosił się także do specyficznego stosunku rodaków do papieża Polaka. A o co pyta Kiełbowicz odwołując się do projektu Bujnowskiego sprzed ponad 20 lat?

Artysta wykorzystał własną formułę zamalowywania obrazów wcześniej już przez siebie namalowanych. Jego realizacje tego typu były w jakiejś mierze podkreśleniem intymności aktu tworzenia. Motywy biograficzne kryjąc się pod cienką warstwą farby wystawione były wszak na widok publiczny. Po latach ten formalny zabieg nie jest już jednak kurtyną, która opiekuńczo skrywa prywatne tajemnice malarza. Jest głosem/gestem w publicznej rozmowie, pytaniem i krytyką. Artysta, który od dawna angażuje się także poprzez swoją sztukę w bieżące sprawy, jest blisko najdrażliwszych i palących tematów, a tym razem dotyka spraw dla wielu najdelikatniejszych. Czy kogoś obraża?

Każdy z nas obraża się subiektywnie wedle własnych standardów, trudno więc o jednoznaczną i prostą odpowiedź. Osobiście myślę jednak, że nie obraża, a prowokuje… do rozmowy – a zawsze przecież warto rozmawiać. Najlepiej wspólny dialog rozpocząć bez założonej z góry tezy, dopuścić prawdę do głosu nawet, jeśli jest mało wygodna. Ten proces obłożony jest ryzykiem błędu, ale jak uczy historia, nie podjęcie wysiłku i tak kończy się upadkiem podtrzymywanych w jedynie słusznej formie mitów. Bardzo sprawnie dobija je zwykle nie huk medialnych wystrzałów, lecz gombrowiczowski rechot.
Zamalowany papież, Bartłomiej Kiełbowicz, Warszawa, galeria Marszałkowska 18, 4-10.09.2023