I Shop Therefore I Am

Żyjemy w czasach, kiedy ideologia konsumpcji skonsumowała wszelkie ideologie.

Raoul Vaneigem, 1967

Pierwszymi, którzy wskazywali na złowrogą potęgę konsumeryzmu byli sytuacyjności – zwolennicy szeroko pojmowanej wolności po II wojnie światowej. Do nich właśnie podczas rozmowy odwołała się moja rozmówczyni, Nna O’Klicka. Padły wówczas także nazwiska takich artystek, jak Mary Oppenheim, czy bardziej współczesnych: Cindy Sherman i Iiu Susiraja. Wszystkie to silne kobiety, twórczynie zdeterminowane w realizacji swoich wyborów artystycznych. Taką jest również artystka, której projekt niezwykle mnie zafrapował.

Nna O’Klicka

Czy guzik, satynowy stanik i halka z głębin szafy mogą uleczyć? W KOBAZANIE obiekty – ubrania, przetworzone z nieużywanych od dawna, a jednak wciąż “trzymanych” rzeczy, “które kiedyś na pewno się przydadzą”, stają się pretekstem do rozważań nad radzeniem sobie z niedoskonałością, utopijnym poszukiwaniem perfekcji i tęsknotą. Ten tekst przeczytałam kilka miesięcy temu, 25 stycznia tego roku, w materiałach prasowych przygotowanych na performance nieznanej mi wtedy jeszcze artystki. W jasnej przestrzeni eleganckiej kamienicy najpierw przywitała mnie zaaranżowana przestrzeń swego rodzaju sklepu vintage. Już na pierwszy rzut oka wszystko wokół mnie – stylistkę i kostiumolożkę – do siebie przyciągało: bogate inkrustacje, misterne koronki, zaskakujące fasony i kroje. W końcu wiedziona potrzebą dotknięcia tkanin, pogłaskania faktur, przeciskając się przez tłum zgromadzonych, sięgnęłam dłonią do tych „modowych rękodzieł”. Dopiero wtedy, z bliska, przekonałam się, jak przedziwne są to twory.

Kopertówka z przyciskiem awaryjnym, Bąbelkowe nauszniki, Pancerne ornamentowe czółenka, wszystkie elegancko ometkowane, nowe, ale stare, piękne, ale brzydkie, zbytkowne, ale tandetne. Swoją masą, feerią kolorów przyciągały i trudno było się im oprzeć. Zaskakujące, że te błyskotki z bliska tak bardzo rozczarowujące, mimo wszystko już po chwili znowu mnie pociągały. Magia irracjonalnego pożądania.

Performance był zwieńczeniem projektu Kobazan, który został zainicjowany w 2014 roku. Prof. Jarosław Kozakiewicz z Wydziału Wzornictwa warszawskiej ASP zadał swoim studentom zrealizowanie projektu „Ciało i obiekt”. Jedna ze studentek poszła tropem mody. W gromadzonym przez nią materiale inspiracyjnym pojawiły się z jednej strony komercyjne wyestetyzowane wizerunki modelek w pięknych ubiorach, z drugiej zdjęcia zdeformowanych stóp kobiet noszących wysokie obcasy, typowych fashion victims. Kolejnym krokiem artystki było stworzenie z przypadkowych, zbędnych kawałków ubrań i akcesoriów zaskakujących obiektów. Były bardziej intrygujące niż modne: nakładka na nos, hełm ze staników, płaszcz wyszywany paciorkami, które znalazłam w szufladach. Przetrząsnęłam dom i wyciągałam rzeczy, których nie byłam w stanie wyrzucić. Zalegały, dawały poczucie obciążenia, ale kiedy poupychałam je w obiektach, wreszcie znalazły swoje miejsce. Wtedy także zaczęłam się fotografować, robić reklamy i pokazywać w kontekście tych przedmiotów. Bohaterka i autorka zdjęć szybko zauważyła, że choć stawała się w nich raczej „przedmiotem” niż „podmiotem”, oglądanie na nich siebie jest dla niej przyjemnością.

Wtedy pojawił się pomysł alter ego autorki Nna O’Klicka – projektantka, stylistka, modelka i klientka zarazem. Osobowość realizująca w sposób idealny wszystkie potrzeby, …potrzeby, które są zbędne. Na samym początku to był protest przeciwko nadmiernej konsumpcji, wiązał się on też z pomysłem na recykling w sztuce, problemem śmieci, które ludzie produkują. Ponieważ jednak projekt rozwijał się w czasie, po drodze zyskiwał kolejne znaczenia i nawarstwiające się konteksty. Jednym z wątków pobocznych był, niezwykle obciążający współczesność, ideał cielesności, ideał narzucany przez media, ideał, któremu nie sposób sprostać. Prześladuje nas wszystkich, kobiety i mężczyzn, wizerunek „młodej dziewczyny”. Ona jest jak totalitarny „wielki brat” nawet straszniejsza, nakłada najgorszy ze wszystkich kaganiec autoograniczenia. Każe dążyć do tego, co nieosiągalne, to żyłowanie swoich uczuć. Takie nieustanne pobudzanie naszego pożądania jest okropnie wyjaławiające.

Rozkładówka pisma Kobazan

Kolejnym ogniwem projektu, po wykonaniu tysięcy zdjęć, stała się ich publikacja w specjalnie powołanej do tego gazecie. Ta „publikacja” dodawała projektowi kolejnego znaczenia. Jak mówi O’Klicka, w rzeczywistości konsumenckiej przecież już sam fakt, że coś jest w mediach, zostaje „dostrzeżone”, staje się trudniejsze to zakwestionowania. Podobnie naturalnym dopełnieniem projektu było uruchomienie internetowego sklepu Kobazan, w którym my – przeciętni konsumenci pałający pożądaniem towarowego fetyszu – nie możemy niczego kupić, może to zrobić jedynie istota perfekcyjna – Nna O’Klicka.

Moda jest w projekcie Kobazan tworzywem, medium, plasteliną, ale, choć to zaskakujące, nie tematem. To wytwór ludzki, nie jest z gruntu zły czy dobry, ma cechy różne. To sposób, żeby się pokazać, żeby coś zamanifestować. Wszystko jest komunikatem. Nawet ignorowanie mody jest wysyłaną przez nas informacją. Paradoksem naszych czasów jest to, że możemy nosić wszystko, ale i tak produkujemy więcej, niż kiedykolwiek, to przesyt, to „jedzenie bez umiaru”. I jak przyznaje artystka ja też jestem dzieckiem swojej epoki i nie jestem wolna od pożądania rzeczy. Performance wieńczący projekt Kobazan był mocnym akordem, w którym bohaterka stawała się lustrem nas wszystkich, jej emocje były odzwierciedleniem naszych. Nna O’Klicka na moich oczach, w ciągu kilkudziesięciu minut, z przymierzającej wszystkie dostępne wspaniałości klientki przedzierzgnęła się w porządkującą półki i wieszaki właścicielkę sklepu. Stałam obok, swoboda gestów artystki, buszującej wśród przedmiotów zaczęła mi się udzielać, pragnienie dotykania i posiadania przedmiotów narastały równie mocno, jak pytanie: właściwie po co?

Zapis fragmentu performancu dzięki uprzejmości portalu artdone.pl

Zdjęcia ilustrujące tekst dzięki uprzejmości artystki, dodatkowy materiał ilustracyjny Kobazan Live w Moonshot

Tytuł felietonu jest nawiązaniem do pracy Barbara Kruger z 1987 roku. Hasło będące parafrazą kartezjańskiego „Myślę, więc jestem” wydrukowane na torebkach na zakupy, t-shirtach i innych towarach konsumpcyjnych było ironicznym komentarzem do idei konsumpcji materialnej.

Opublikowane przez sztukomodnie

Monika Przypkowska ukończyła historię sztuki na Uniwersytecie Warszawskim. Od 1996 roku współpracuje z Zamkiem Królewskim a także innymi instytucjami zajmującymi się edukacją artystyczną: MNW, Dziecięcą i Młodzieżową Akademią Artystyczną, Mazowieckim Uniwersytetem III Wieku, Ursynowskim Uniwersytetem III Wieku, Studiem Sztuki, Zespołem Szkół Poligraficznych. Zawodowo związana z modą także jako: redaktor, stylistka i producent sesji zdjęciowych w takich pismach jak: Avanti, Jestem, Claudia, Moda Top.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: