Wykład dla Służewskiego Domu Kultury z cyklu Reinterpretacje świata sztuki
Siedmio-, sześcio-, trzykolorowa i każda następna – tęcza w swoich różnych formach i wyobrażeniach niesie przez stulecia i kolejne pokolenia inne znaczenia i światopoglądowe treści. W Biblii jest symbolem przymierza Boga z ludźmi lub tronem apokaliptycznego Jezusa. W malarskich ołtarzach glorią – znakiem boskiego majestatu. W sześciobarwnej wersji odzwierciedla spektrum ludzkiej seksualności i tożsamości płciowej.
Tęcza pociągnięta kolorowym łukiem po niebie Rubensa, tęcza zatopiona w ekspresyjnej abstrakcji Pollocka, spowita pirotechnicznym dymem w „spektaklach” Judy Chicago i ta Julity Wójcik kilka razy podpalana na warszawskim Placu Zbawiciela – razem i każda z osobna inspirują, opowiadają o ciekawych i ważnych historiach.
O cyklu: „Reinterpretacje świata sztuki”, to cykl spotkań poświęcony hybrydom i fantastycznym istotom, które od starożytności po współczesność zapełniają historie mówione, spisane i przedstawiane w sztukach plastycznych. W myśl narracji wskazujących nadejście końca antropocenu bohaterami cyklu staną się nie ludzie, lecz jednorożce, syreny, wilkołaki, a nawet pająki. Przyglądając się dziełom sztuki dawnej i współczesnej odkryjemy, jak rodziły się mity im poświęcone, czego były symbolami i wreszcie jak odczytywane są dzisiaj.
W trzech kolejnych salach z wielkoformatowymi płótnami Matejki zagościły monolityczne struktury pokryte zmultiplikowanym napisem „POLAND”. Tworzą je obrazy z serii, nad którą Bartłomiej Kiełbowicz rozpoczął pracę jeszcze w 2024 roku, a najnowsze przygotował specjalnie na obecną prezentację zamkową. Artysta, znany ze swoich zaangażowanych w polityczną i społeczną współczesność prac wizualnych, nie po raz pierwszy wszedł w dialog z trudną spuścizną matejkowską. Jego seria kolaży z puzzli – Bitwa pod Grunwaldem z 2019 roku – była zaledwie preludium wiodącym artystę w kierunku, który pozwala zestawiać jego twórczość z tym słynnym polskim malarzem.
Ich wspólny mianownik nie kryje się w technice czy skali, lecz w postawie artystycznej, która zaangażowanie w trudną polskość – u Kiełbowicza nie permanentną, ale częstą – stawia na pierwszym planie. Historyczne kompozycje Matejki, wbrew uproszczonej szkolnej narracji, nie zawsze pokrzepiały. Korzący się przed Batorym pod Pskowem Moskale napawali dumą żyjących pod zaborami w XIX wieku, ale Upadek Polski, wskazujący zdrajców ojczyzny, zdenerwował niejednego. „(…) może piękny obraz, a zły uczynek. Policzkować trupa matki się nie godzi” – pisał Józef Ignacy Kraszewski i po nim powtarzało to wielu.
Prace Kiełbowicza równie szybko zyskują sobie dzisiaj zwolenników i hejterów. W czasach mediów społecznościowych nie jest to zresztą nic dziwnego. Artysta bacznie przygląda się realiom, w których żyje. Błyskotliwą, sprawną, lakoniczną kreską z perspektywy człowieka o liberalnych poglądach komentuje osoby publiczne, wydarzenia, sytuacje: wspiera protesty uliczne kobiet, piętnuje antyimigrancką politykę prawicowych mediów, organizuje akcje malowania prodemokratycznych transparentów. W jego działaniu twórczy impet przeplata się z obywatelskim aktywizmem i partycypacją.
W prezentowanych w Zamku obrazach Kiełbowicz zaciera ostrość rysów konkretnych twarzy. Kompozycje stają się plamą metaforycznej czerni, ramą dla napisu „POLAND”, labiryntem spraw wspólnych, trudnych, pogmatwanych i bolesnych. Na przemalowanych starych pracach artysty najnowsza historia miesza się z autobiografią twórcy. Uważne oko dostrzeże prezydentów: Dudę, Trumpa i Zełenskiego, niebo nad Warszawą gorejące zachodem słońca skojarzy z łuną nad płonącym Kijowem, wyczuje niepokój, który niosą nawracające w kompozycjach brunatne odcienie.
Scenografia wystawy jest materialnym przedłużeniem mentalno-lingwistycznej pułapki tych kompozycji. Ściany, na których zawieszone są płótna, nie przeszkadzają publiczności, ale wyraźnie kierują jej przepływem. Ich wysokość oraz intensywność powtarzającej się na nich treści przyciągają i przytłaczają jednocześnie. To polskość oglądana z perspektywy rejtanowskiej podłogi. Nie da się jej przeoczyć, przeskoczyć ani uciec od niej, trzeba się z nią zmierzyć.
Sale Królewiczowskie, 26 sierpnia – 28 września 2025 r. / wystawa przedłużona do 12 października 2025 r.
28 sierpnia 2025 r. , godz. 16.00 – Bartłomiej Kiełbowicz POLAND – spotkanie artysty i kuratorki z publicznością, materiały prasowe Zamku Królewskiego w Warszawie
Siedemnaste już wydarzenie z cyklu > Klucz w Zamku będącego interwencjami sztuki współczesnej w przestrzeni ekspozycyjnej Zamku Królewskiego w Warszawie.
Bartłomiej Kiełbowicz (ur. 1985) – artysta wizualny, absolwent (2009), później wykładowca na Wydziale Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Jego praktyka artystyczna rozwija się na styku sztuk wizualnych i aktywizmu — obejmuje malarstwo, rysunek, murale, instalacje i wideo, ale także liczne akcje społeczne i protesty, które sam inicjuje i organizuje. Wyraziście opowiada się po stronie wolności, równości, swobód obywatelskich i praw człowieka. Podejmuje tematy związane z prawami kobiet, sytuacją uchodźców, wojną w Ukrainie i Strefie Gazy, kondycją demokracji czy rolą Kościoła we współczesnym społeczeństwie. Wśród jego nowszych prac znajdują się m.in.: Transparenty wolności – cykl akcji poświęcony obronie demokracji w Polsce; Zamalowany Papież – cykl obrazów dotyczący kryzysu w kościele katolickim; Do it yourself Leroy i Deptanie Putina – reakcje na wojnę w Ukrainie, Zajęta protest – akcja w obronie galerii Zachęta; Have We Done Enough? – refleksja nad kryzysem klimatycznym. Jego rysunkowe komentarze szeroko krążą w mediach społecznościowych, stając się częścią publicznych debat. Rysuje również dla Tygodnika POLITYKA. Współpracuje z choreografką Liwią Bargieł, tworząc interdyscyplinarne projekty wizualno-performatywne. Jego prace znajdują się w kolekcjach prywatnych i publicznych. Mieszka i pracuje w Warszawie.
Kuratorka Monika Przypkowska Komisarz organizacyjny Paweł Martosz Dział Organizacji Wystaw Robert Gruszka, Piotr Kubiak, Rafał Mroczek, Kamil Nowiński, Krzysztof Nowiński, Franciszek Wolf, Dariusz Zgiet Dział Promocji i Komunikacji Anna Buczyńska, Mateusz Kaczyński, Bartosz Kolczykiewicz, Mikołaj Krupa, Dorota Parzyszek, Dorota Piskorska, Paulina Szwed-Piestrzeniewicz, Anna Żak Dział Konserwacji Tomasz Buźniak, Maria Szczypek
N okładce publikacja: Bartłomiej Kiełbowicz oraz Monika Przypkowska/Sztukomodnie kuratorka cyklu „Klucz w Zamku” , 30.08.2025, materiały prasowe Zamku Królewskiego w Warszawie
Performatywne działanie w przestrzeni galerii to nawiązanie Moniki Mamzety do malarskiej firmy portretowej Witkacego. Podczas kolejnych spotkań w warszawskiej galerii “Elektor” – jeszcze do końca lipca tego roku – artystka przerzeźbia tę samą plastyczną bryłę w wizerunki kolejnych modelek i modeli. To doświadczenie interakcji pomiędzy rzeźbiarką i drugą osobą, to także doświadczenie siebie samej/samego w bliskości z kimś innym. Jak smakuje artystce powrót do własnych artystycznych korzeni i rzeźbiarskiej techniki? Czego się spodziewała i czy coś ja zaskoczyło? Monika Przypkowska zaprasza na spotkanie z artystką.
Monika Mamzeta Firma portretowaGaleria Elektor (Mazowiecki Instytut Kultury), 31.05–31.07.2025, wernisaż: 30.05.2025
Kuratorka: Agata Becher
Monika Mamzeta, Firma portretowa, 2025Monika Mamzeta, Firma portretowa, 2025Monika Mamzeta, Firma portretowa, 2025Monika Mamzeta, Firma portretowa, 2025Monika Mamzeta, Firma portretowa, 2025
Monika Mamzeta, Portret Moniki Przypkowskiej, 2025; efekt mojej sesji z artystką, która odbyła się w dniu 4 lipca 2025
Monika Mamzeta Firma portretowa Galeria Elektor 31.05–31.07.2025Monika Mamzeta Firma portretowa Galeria Elektor 31.05–31.07.2025Monika Mamzeta Firma portretowa Galeria Elektor 31.05–31.07.2025
Sztukomodnie w Radio z Qlturą– tematami mojej autorskie audycji są nieoczywiste związki sztuki dawnej i współczesnej. Często powracającymi motywami są feministyczny punkt widzenia oraz niekonwencjonalnie ujęty temat mody, poruszane także w spotkaniach z ciekawymi gośćmi ze świata sztuki.
Cykliczność pór roku i ruch solarny nad ludzką głową sprawiały, że dawne społeczności doświadczały czas jako rotacyjny ruch koła. Każdy koniec stawał się początkiem, przeszłość i przyszłość nie istniały, teraźniejszość rozciągała się w wieczność.
Wieloelementowa instalacja Alicji Bielawskiej w galeryjnej przestrzeni Muzeum im. Przypkowskich w Jędrzejowie jest opowieścią o czasie i rzeczach w takiej właśnie metafizyczno-antropologicznej perspektywie. Zaprezentowane przez artystkę rzeźby, tkaniny, ceramika i rysunki to – jak podkreśla ich twórczyni – autonomiczne artystyczne obiekty, które pozostają jednak we wzajemnych relacjach. Kształty obiektów nawiązują do przedmiotów codziennego użytku, przeskalowanych lub przekształconych przez pamięć. Powracające w różnorodnych technikach kolory i formy tworzą tu swoistą axis mundi. To oś kosmosu przecinająca codzienność – punkt zatrzymania czasu, czyli, jak niegdyś wierzono, miejsce, gdzie następuje kontakt tego, co było i tego, co będzie.
Rozplanowane przez Bielawską punkty, diagonale, spirale i łuki tworzą narrację na skraju świata empirii, zmysłów i ducha. Są wizualnym kodem geometrycznej abstrakcji, która jest rozmiękczona odręcznym rysunkiem, nieregularnością ścianek naczyń, plamami na tkaninach. Prowadzą przez sensualne doświadczenie koloru i haptyczności różnorodnych materiałów. Są wreszcie ramą dla kosmicznych sił, które wiążą obiekty Bielawskiej w opowieść o nich samych, naszych wzajemnych relacjach z rzeczami i splątaniu czasu pomiędzy nimi.
Jak w każdej kosmografii, mikro-wszechświat Bielawskiej posiada także swój gwiezdny zwornik – Słońce. Mieniące się ciepłymi barwami tkaniny i szkliwa stworzonych ręką artystki pomiętych, ceramicznych wazonów są niczym materialny znak pogańskiej epifanii światła. Alchemiczną moc promieni przywołują tu także zawieszony na ścianie galerii ceramiczny gnomon i rozmieszczone na kolistych trajektoriach kolorowe półsfery, a życiodajność Słońca odbija się wachlarzem kolorów w parawanach z tkanin barwionych cebulą, wrotyczem, czarnym bzem i świerkiem. W kosmicznym uniwersum Bielawskiej cykl życia możemy zobaczyć w perspektywie rzeczy, natury i nas samych. W konstrukcji wystawy artystka uczyniła z ludzkiej figury ważny punkt odniesienia, metrum proporcji dla niemal wszystkiego, co dookoła. Człowiek nie jest tu jednak miarą wszechrzeczy – lecz zaledwie i aż – jej częścią składową. Dlatego w siatce linii integrujących wystawę czeka na publiczność nie pułapka, lecz namysł nad czasem, pamięcią, rzeczami i światłem, które w nas i obok nas bytują.
Alicja Bielawska (ur. 1980) jest artystką wizualną, tworzy rysunki i rzeźby, instalacje, pisze wiersze. Jej prace koncentrują się wokół materialnej sfery codzienności i relacji pomiędzy przedmiotami, wnętrzami a wspomnieniami. Dotyka w nich także kwestii względności naszej percepcji i roli pamięci. Do swoich realizacji wprowadza również elementy choreografii i performansu. Absolwentka historii sztuki na Uniwersytecie Warszawskim (2005) i sztuk pięknych na Gerrit Rietveld Academie w Amsterdamie (2009), obroniła doktorat na Międzywydziałowych Środowiskowych Studiach Doktoranckich na Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku (2022). Ukończyła dwustopniowe kursy choreografii eksperymentalnej w Centrum w Ruchu w Warszawie (2017, 2020). W 2015 roku nominowana była do nagrody Spojrzenia 2015 – Nagroda Deutsche Bank, współorganizowanej przez Zachętę Narodową Galerię Sztuki, a w 2016 roku do nagrody Paszporty Polityki w kategorii sztuki wizualne. Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie dwukrotnie zamówiło u niej realizacje site-specific (w 2013 i 2018). Współpracuje również przy spektaklach tanecznych z choreografkami o międzynarodowej renomie, tworząc scenografie, kostiumy, instalacje. Jej prace znajdują się w kolekcjach m.in. Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, Muzeum Sztuki w Łodzi i Zachęcie Narodowej Galerii Sztuki w Warszawie. Wystawą Dom odziany. Dostrajanie się do sezonowej wyobraźni reprezentowała Polskę razem z CENTRALĄ i Aleksandrą Kędziorek na London Design Biennale 2021. Wystawa była następnie pokazywana w 2022 roku na Design Biennale BIO 27 Super Vernaculars w Ljubljanie i na Lisbon Architecture Triennale 2022. Wykładowczyni Wydziału Projektowania School of Form Uniwersytetu SWPS w Warszawie i Fundacji Atelier w Warszawie. Mieszka i pracuje w Warszawie.
Alicja Bielawska Powracające punkty w sieci promieni, Muzeum im. Przypkowskich w Jędrzejowie, 14.VI-14.IX.2025 r. (przedłużona do 14.IX,2025) Kuratorka: Monika Przypkowska
Wystawa zrealizowana w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Wystawa współfinansowana przez Gminę Jędrzejów Sponsorem wystawy jest Świętokrzyski Bank Spółdzielczy w Jędrzejowie
Wernisaż wystawy Alicji Bielawskiej „Powracające punkty w sieci promieni”, Muzeum im. Przypkowskich w Jędrzejowie, 14 .06,2025, fot. Leszek Kowalski
Pierwsza wizyta artystki w Muzeum im. Przypkowskichw Jędrzejowie. Alicję Bielawska oprowadza Jan Przypkowski dyrektor muzeum, 25.08.2024, fot. Monika Przypkowska/Sztukomodnie
Druga wizyta artystki w Muzeum im. Przypkowskichw Jędrzejowie, 4.05.2025, fot. Monika Przypkowska/Sztukomodnie
Dokumentacja farbowania tkanin na wystawę w Jędrzejowie, fot. Alicja Bielawska , fot. Monika Przypkowska/Sztukomodnie
Sobotnia wycieczka do Jędrzejowa i spotkanie z Alicją Bielawską na wystawie „Powracające punkty w sieci promieni„, 26.07.2025
Jan Przypkowski (dyrektor muzeum), Alicja Bielawska (artystka) i Monika Przypkowska (kuratorka wystawy) zapraszają Was na jednodniowy wypad do Jędrzejowa. W programie spotkanie z artystką na jej wystawie „Powracające punkty w sieci promieni” oraz dyrektorskie oprowadzanie po stałych ekspozycjach Muzeum im. Przypkowskich w Jędrzejowie.
Wystawa zorganizowana w 99. rocznicę urodzin Aliny Szapocznikow jest pomyślana przede wszystkim jako celebracja życia i twórczości rzeźbiarki. O wyjątkowości prezentacji przesądzają niezwykle rzadko wystawiane obiekty i rysunki artystki, niepublikowane nigdy wcześniej zdjęcia z jej udziałem oraz miejsce – ostatni warszawski adres Szapocznikow. Rzeźbiarka objęła pracownię na Brzozowej w 1960 roku i korzystała z niej w ciągu tej dekady także po swoim wyjeździe do Francji w 1963 r. Prezentowane prace pochodzą przede wszystkim z tego okresu. Samodzielnie odlewane przez nią formy z ołowiu, poliestrowe obiekty – technologiczna nowinka tamtych czasów – i rysunkowe kompozycje odzwierciedlają wszechstronność stosowanych przez nią technik artystycznych. Są nie tylko dziełami sztuki, ale pamiątką po Alinie dla tych, którzy je przechowują. Zapis ich wspomnień o artystce towarzyszy obiektom, które udostępnili. Ich opowieści, podobnie, jak prezentowane na Brzozowej archiwalne zdjęcia Ryszarda Stanisławskiego i film w reżyserii Krzysztofa Tchórzewskiego; przywołują obecność artystki, ale są także – funeralnym w nastroju – ukłonem dla niej. (tekst na wystawie)
kuratorka: Monika Przypkowska Koordynacja: Dorota Van Vugt Projekt wystawy: Jakub Antosz, Agnieszka Wach Oprawa graficzna: Błażej Worsztynowicz
Otwarcie wystawy: 16.05.2025 godz. 18.00 Czas trwania wystawy: 17.05.2024 – 03.08.2025 Godziny otwarcia: śr. – nd. : 12.00 – 18.00
Fundacja Alina ul.Brzozowa 31/33 lok.1 00-258 Warszawa kontakt@fundacjaalina.pl
biogram artystki obecny na wystawie
1926 – 16 maja, urodziła się w Kaliszu
1942 – przebywała w obozach koncentracyjnych: Auschwitz (jako przejściowy), Bergen-Belsen, Theresienstadt
1945-1947 – praktyka w pracowni Otokara Velimskiego, studia w Wyższej Szkole Artystyczno-Przemysłowej w Pradze, w pracowni Josefa Wagnera
1948 – podejmuje studia w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Pięknych w Paryżu
1950 – wraca do Polski, z mężem Ryszardem Stanisławskim adoptuje syna Piotra
1952-1957 – pracuje przy rekonstrukcji i konserwacji rzeźb na warszawskiej Starówce, realizuje m.in. „Pomnik Przyjaźni Polsko-Radzieckiej”
1960 – przenosi się z pracowni na ul. Królewskiej do pracowni na ul. Brzozowej
1962 – pokaz indywidualny na XXXI Biennale Sztuki w Wenecji w ramach prezentacji sekcji polskiej
1963 – jesienią wyjeżdża z rodziną na stałe do Paryża
1965 – przeprowadza się do Malakoff, nadal korzysta z pracowni na ul. Brzozowej, tworzy pierwsze obiekty z tworzyw syntetycznych, coraz częściej stosuje technikę asamblażu
Pod koniec 1957 roku artystka rozpoczęła odlewy z ołowiu bez pomocy odlewnika, a pod koniec roku następnego samodzielne odlewy form z brązu w technice na wosk tracony. Zaczęły wówczas powstawać jej cykle małych studyjnych form rzeźbiarskich. Tytuły nadane przez artystkę przesuwają niektóre z tych drobnych obiektów w sferę narracji figuratywnych, inne pozostawione bez nazwy pozostają w sferze abstrakcji biomorficznej. W swoim tekście do indywidualnej wystawy Aliny Szapocznikow w poznańskim BWA z roku 1960 Juliusz Starzyński tak o nich pisał: szkice kompozycyjne odlewane w ołowiu, podobnie jak rysunki, w których delikatność walczy o lepsze z precyzją dają intymny wgląd w tajemnice warsztatu Aliny Szapocznikow (…) Rozedrgane przestrzenne arabeski niosą w sobie ten sam rodzaj przekroczenia, które reprezentuje Ekshumowany Szapocznikow. To figury między życiem i śmiercią, które jak rzeźba z 1955 Noszą – wedle badaczki Agaty Jakubowskiej – ślady tragedii, ale i ślady życia. Przetrwały katastrofę, teraz niosą ciężar swoich strachów i nadziei.
Obła forma pozwala na kilka różnych interpretacji. W abstrakcyjnym kształcie dostrzec można przedstawioną en face twarz ludzką lub nawet dwie, ukazane z profilu i trwające w namiętnym pocałunku. Kolejny trop podpowiada czas powstania rysunku. W roku 1961 artystka pracowała nad rzeźbą „Przemiany”. Niektóre szkice do tej pracy aluzyjnie nawiązują do formy waginalnej, a w ich wnętrzu pojawia się kształt kojarzący się z ustami. W odróżnieniu jednak od tych szkiców, jak i kamiennej rzeźby rysunek prezentowany na wystawie skomponowany jest wertykalnie, co utrudnia jego jednoznaczne powiązanie ze wspomnianym zrealizowanym projektem.
Abstrakcyjna forma swoją masywnością tchnie siłą i powagą. Mocno zaznaczony kontur wydaje się sugerować kształt męskiego torsu. Szerokie ramiona wieńczy nie głowa, a struktura przypominająca żołądź penisa. Choć artystka swoje zainteresowanie kierowała głównie w stronę ciała kobiecego, motyw ten pojawił się w jej twórczości kilkakrotnie, jak np. w poliestrowej rzeźbie „Szalona biała narzeczona” z 1971 roku. Świetnym komentarzem do rysunku prezentowanego na wystawie jest wypowiedź rzeźbiarki Barabary Falender:[Szapocznikow] ma niezwykłą swobodę, lekkość przedstawiania wizji, taką prawie małpią zdolność do rysowania. Ona nie drapie, nie wyciera, nie mędzi… to jest odważna, nie zatrzymująca się kreska. (…) Tu nie zawsze jest obecna rzeźba, ale zawsze myślenie o rzeźbie.
Multiplikowanie części twarzy czy korpusu stały się u Szapocznikow rodzajem sensualnego pamiętnika, zapisem kobiecej świadomości własnego ciała. Była w tych obiektach, jak sugerują badacze, zarówno transcendentna magia przedmiotu (Paul Restany) jak i ostentacyjna zmysłowośćiautoerotyzm (Krystyna Czerni). Z pewnością powstające w latach 1966-67 serie „Kroczących ust” i „Ust iluminowanych” są z jednej strony artystycznym współgłosem rewolucji seksualnej lat 60., z drugiej niepokoją dosłownym pokawałkowaniem i uprzedmiotowieniem ciała kobiecego. Ich dekoracyjny charakter nadaje pracom Szapocznikow kontekst autoironiczny i fetyszystyczny, a ich zwielokrotnienie pozwala odnieść je do praktyk stosowanych przez ówczesny nurt pop-artu. Warto w kontekście prezentowanych odlewów przypomnieć, że artystka wykorzystywała w obiektach odcisk ust nie tylko swoich, ale także znajomych: Arianne Raoul-Auval, przyjaciółki Rolanda Topora oraz aktorki Julie Christie.
Pierwszy odlew z własnego ciała Szapocznikow wykonała w 1962 roku. Dwa lata później tę gipsową formę umieściła na kamiennym piedestale tworząc pracę „Noga”. W tym samym roku wykonała także odlew podbródka do „Autoportretu Wielokrotnego” (Dwukrotnego). W liście do Jerzego Stajudy napisała: nękana akademizowaniem się abstrakcji, trochę z przekory, a może z ekshibicjonizmu artystycznego – odlałam swoją własną nogę i zrobiłam montaż portretowy z odlewu twarzy. Artystka nadal korzystała wówczas z pracowni na Brzozowej, chociaż już jesienią 1963 roku wraz z rodziną zamieszkała na stałe w Paryżu. Tamtejszy dostęp do technologicznych nowinek pozwolił jej rozwinąć pomysł odlewów ciała z wykorzystaniem tworzyw syntetycznych. Zachęciła ją do tego ich miękkość i uległość w obróbce. Na przestrzeni 2. połowy lat 60. pojawiły się jej kolejne serie „Piersi” i „Usta”. (…) usiłuję utrwalić w przezroczystym polistyrenie ulotne momenty życia, jego paradoksy i jego absurdalność – mówiła w jednym z wywiadów. W innym podkreślała: Czuję potrzebę parania się materiałem, chce mi się miętosić, dotykać palcami materii. Ten fizyczny kontakt daje mi uczucie przekazywania siebie rzeźbie.
Rysunek należy do zespołu abstrakcyjnych prac na papierze, które w literaturze poświęconej twórczości Szapocznikow określa się jako fizjologiczne. Jak pisała znająca rzeźbiarkę historyczka sztuki Urszula Czartoryska (prywatnie druga żona Ryszarda Stanisławskiego) – Kompozycjom tymartystka nadawała sens wielokształtnych organizmów, o naprężeniach, wewnętrznych i jakby tętniących krwioobiegiem. Praca w formie stylizowanego kwiatu pozostaje jak gdyby w ciągłej transmutacji i pełna jest zmysłowych aluzji. Czają się one w wydłużonych, nabrzmiałych formach, zaczernionych szczelinach wilgoci i różanej tonacji rozchylających się płatków. To swoisty „portret wnętrzności”, celebrująca życie witalna zachłanność i erotyczna pożądliwość, w której zawarta jest jednak także biologiczna erozja i rozpad.
Odlew dłoni Aliny Szapocznikow wykonany w niebarwionym poliestrze. Wewnątrz znajduje się różowa karteczka z życzeniami „Szczęśliwego Nowego Roku 1971”. Tego typu obiekty artystka wykonywała i wręczała osobom, którym odwdzięczała się za ich wsparcie. Odcisk dłoni był prezentem dla przyjaciela rzeźbiarki, architekta Zbigniewa Parandowskiego.
14. Nagrania rozmów zrealizowane specjalnie na wystawę: O Alinie Szapocznikow opowiadają: reżyser Krzysztof Tchórzewski, zapis rozmowy z 20 marca 2025; rzeźbiarka Barbara Falender, zapis rozmowy z 20 marca 2025; fotograf Tadeusz Rolke, zapis rozmowy z 1 kwietnia 2025(czas: 12 min. 34 s.)
16. Fotel Aliny Szapocznikow / własność prywatna. Na tym samym fotelu artystka została sfotografowana przez Ryszarda Stanisławskiego z chustą zakrywającą twarz zaprojektowaną przez Alfreda Lenicę na V Światowy Festiwal Młodzieży i Studentów w Warszawie, 1955 r. (patrz plakat wystawy)
Film przedstawia dzieje życia i twórczość Aliny Szapocznikow. Reżyser wykorzystał w nim unikatowe materiały filmowe, nagrane przez siebie w pracowni artystki w Malakoff tuż po śmierci rzeźbiarki w 1973 roku.
18. Program wystawy obejmuje tymczasową bibliotekę stworzoną i kuratorwaną przez Aleksandrę Pytel i Dorotę Van Vugt
fot. Monika Przypkowska/Sztukomodnie
Fotorelacja z wernisażu 16.06.2025
fot. Fundacja Alinafot. Fundacja Alinafot. Fundacja Alinafot. Fundacja Alinafot. Fundacja Alinafot. Fundacja Alinafot. Fundacja Alinafot. Fundacja Alinafot. Fundacja AlinaDorota van Vugt/ Fundacja Alina, fot. Marcin Szałański @a.m.artcollection Marcin Szałański kolekcjoner @a.m.artcollection fot. Marcin Szałański @a.m.artcollection Sylwia Zientek pisarka, źródło > media społecznościowe pisarki Anna Sańczuk dziennikarka, historyczka sztuki, fot. Magdalena Frankowskawernisaż wystawy Alina Szapocznikow. Obecność, Fundacja Alina, 16.05.2025
Barbara Falender rzeźbiarka, Agata Małodobry historyczka sztuki, kuratorka, kustoszkaWiktor Dyndo artysta, malarzPrzemysław Głowacki historyk sztuki, blog artdoneod lewej Monika Mamzeta artystka sztuk wizualnych; @evocentryzm
Prof. Agata Jakubowska – wykład „Gdzie pracowała Alina Szapocznikow, kiedy nie była na Brzozowej?” – 5.06.2025, godz. 18.00
Prof. Iwona Szmelter – wykład „Rekonstrukcja pamięci, opieka i konserwacja prac Aliny – wyzwania” – 16.06.2025 godz. 18.00
Prof. Iwona Szmelter, Dorota van Vugt, Fundacja Alina, 16.06.2025Fundacja Alina, 16.06.2025 Prof. Iwona Szmelter i Barbara Falender, Fundacja Alina, 16.06.2025od lewej: Monika Przypkowska, prof. Iwona Szmelter, Dorota van Vugt, Fundacja Alina, 16.06.2025Prof. Maria Poprzęcka, Fundacja Alina, 16.06.2025Prof. Iwona Szmelter, Fundacja Alina, 16.06.2025
Katarzyna Sanocka w rozmowie z Dorotą van Vugt z Fundacji Alina i Moniką Przypkowską kuratorką wystawy „Alina Szapocznikow. Obecność” dla „Rozmowy po zmroku” / Dwójka – Program 2 Polskiego Radia
Przysiadła na chwilę odpoczynku, a tu pracuje z dłutem i młotkiem w dłoniach. Z burzą czarnych krótkich loków, dziewczęca i kobieca, Alina wróciła na Brzozową… Dzięki obecnym na wystawie zdjęciom i obiektom Szapocznikow właśnie taki obraz rzeźbiarki pragniemy przywołać. Chcemy sprawić, by po wejściu do jej warszawskiej pracowni odwiedzający poczuli ciepło ciała artystki, namiętnie kochającej życie aż do jego niesprawiedliwie przerwanego chorobą końca. Rysunki i rzeźby prezentowane na wystawie są tu nie tylko jej dziełami, ale cenną pamiątką po niej, wspomnieniem tych, którzy je po Alinie przechowują. Jedni znali ją osobiście, inni czuli z nią niemal metafizyczne połączenie. Zapis ich wspomnień o artystce towarzyszy obiektom, które z radością udostępnili. Wyłania się z tych opowieści Szapocznikow-artystka, kobieta, bliski członek artystycznej rodziny. To opowieści o jej talencie, poczuciu humoru i wrażliwej naturze. Intymne w skali prace z tych prywatnych kolekcji nie przygnębiają wojenną traumą artystki czy przeczuciem przedwczesnej śmierci. Jest w nich czułość, energia, jest pulsujące życie. Wirtuozersko rysowane twarze kochanków stapiają się w jedno, szeroki „tors” eksploduje męską potencją, a pochylone ku sobie biomorficzne formy emanują wzajemną troską i opieką. Alina jest tu w swojej sztuce intensywnie obecna choćby dlatego, że odlewy w ołowiu wiernie powtarzają ślady jej opuszków kształtujących glinę, a czerwień Kroczących ust nadal wibruje jej erotycznym seksapilem. Słodko-gorzkie w odbiorze prace fetują życie i jednocześnie są funeralnym wspomnieniem po nim. Podobny w tonie nastrój towarzyszy wystawie na Brzozowej. Opuszczone przez artystkę miejsce chcemy wypełnić na powrót jej obecnością. Szapocznikow dzięki archiwalnym zdjęciom pojawia się tu w każdym skrawku przestrzeni: pracuje, zamiata podłogę, pali papierosa. Jest też w każdej swojej rzeźbie, także tych z podparyskiej pracowni artystki uwiecznionych przez kamerę filmową chwilę po tym, jak Alina jednak odeszła.
Lśniące atłasy królewskiej pościeli, sztuczny kanarek w złotej klatce, malarskie historie biblijnych heroin – wnętrza historycznych muzeów tchną familijnym odpoczynkiem. Z martwych przedmiotów, które osładzały życie dawnym mieszkańcom, czas starł wszelkie ich smutki i radości. W dzisiejszym świecie, świecie pełnym stresu, te spokojne miejsca staja się dla zwiedzających oaza relaksu, ale przecież w każdym zamku spotkać można upiora lub zjawę.
Weronika AP Anny Baumgart stoi przy pustym łóżku. Postać zakrywa twarz opatrunkiem, przed czymś ucieka. Jej monochromatyczna sylwetka i niespokojna dynamika rzeźbiarskiego ciała zupełnie nie pasują do Królewskich Apartamentów. Kobieta nie przyśniła się śpiącemu tu niegdyś władcy. To świadek zamachu w londyńskim metrze z 2005 roku – ambasadorka ofiar przemocy, zbrojnego terroru i gwałtów. „Wykrojona” z prasowej fotografii jest dziwnie realistyczna w kontekście muzealnej przestrzeni pełnej złota.
Nieco dalej w Sali Gwardii Konnej Koronnej uczucie niepokoju może wzbudzić kolejna praca artystki. Mur to odtworzone przez Baumgart w trójwymiarze czarno-białe zdjęcie z 1961 roku.
Przedstawia ono mieszkańców Berlina Wschodniego, którzy opuszczają domy przed zamknięciem za berlińskim murem. Sylwetki uciekinierów gną się pod ciężarem spakowanych w pośpiechu walizek i tobołków.
Z marmurowej półkolumny chłodnym okiem zerka na nich popiersie Aleksandra Wielkiego. Metaforyczne zestawienie figury władcy i bezimiennych ofiar historii to powtarzający się bezduszny schemat wielu politycznych procesów i transformacji.
Czym w królewskiej rezydencji stają się obiekty Anny Baumgart? Stworzone przez artystkę w 2008 roku pod wspólnym tytułem Hipoteza skradzionego obrazu – są prowokacją, kuratorskim chwytem? Wstrząsają, a może jednak wspierają? Wizualizacje lęków nie zawsze przecież straszą. W procesie psychoterapii potrafią także pobudzić do działania.
Anna Baumgart (ur. 1966) – artystka postkonceptualna, reżyserka i scenografka. Doktora sztuki. Wielokrotna stypendystka Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Jej prace filmowe, performatywne i rzeźbiarskie były prezentowane na wielu wystawach, m.in. w Brooklyn Museum of Art, Jewish Museum w Nowym Jorku, Neuer Berliner Kunstverein w Berlinie, KW Institute for Contemporary Art w Berlinie, Museum on the Seam w Jerozolimie, Casino Luxembourg w Luksemburgu, CCA w Moskwie, Rydze, Tallinie, Narodowej Galerii Sztuki Zachęta i Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, Muzeum Polin w Warszawie, Muzeum Narodowym w Warszawie oraz na festiwalach sztuki wideo i dokumentu, m.in. Videobrasil w São Paulo, Videonale w Bonn, Monstrainvideo w Milano, European Media Art Festival Osnabrück, Nowe Horyzonty, Watch Docs. Projekt „Zdobywcy Słońca” (2012) został zaproszony na Manifesta 10, ale z powodu inwazji Putina na Ukrainę artystka w ramach protestu odrzuciła zaproszenie. Film „Świeże wiśnie” (2010) otrzymał nagrodę publiczności dla najlepszego filmu wideo na festiwalu Loop w Barcelonie. Jej prace znajdują się w licznych polskich i międzynarodowych kolekcjach, m.in. Hauser & Wirth, FRAC Poitou-Charentes, Zachęta Narodowa Galeria Sztuki, Górnośląskie Muzeum w Bytomiu, Parlament Europejski w Strasburgu, Muzeum Narodowe w Warszawie, NOMUS Nowe Muzeum Sztuki w Gdańsku, Galeria Arsenał w Białymstoku. W latach 2000–2006 prowadziła kawiarnię Baumgart w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, która była projektem artystyczno-aktywistycznym i miejscem kultowym na ówczesnej mapie Warszawy.
Anna Baumgart, Weronika AP[Hipoteza skradzionego obrazu], Sypialnia Królewska; Mur[Hipoteza skradzionego obrazu], Sala Gwardii Konnej Koronnej, Zamek Królewski w Warszawie 6.05 – 9.06.2025
Szesnaste już wydarzenie z cyklu > Klucz w Zamku będącego interwencjami sztuki współczesnej w przestrzeni ekspozycyjnej Zamku Królewskiego w Warszawie.
Kuratorka: Monika Przypkowska Komisarz organizacyjny: Paweł Martosz Dział Organizacji Wystaw: Robert Gruszka, Piotr Kubiak, Rafał Mroczek, Kamil Nowiński, Krzysztof Nowiński, Franciszek Wolf, Dariusz Zgiet Dział Promocji i Komunikacji: Anna Buczyńska, Mateusz Kaczyński, Dorota Parzyszek, Paulina Szwed-Piestrzeniewicz Dział Konserwacji: Tomasz Buźniak, Maria Szczypek
Anna Baumgart i Monika Przypkowska kuratorka wydarzenia, Zamek Królewski w Warszawie, Sala Gwardii Konnej Koronnej z widocznym fragmentem pracy artystki „Mur”, 10 maja 2025, fot. Jan Przypkowski
10 maja 2025 r. , godz. 16.00 – Anna Baumgart. Hipoteza skradzionego obrazu – spotkanie artystki i kuratorki z publicznością, fot. Jan Przypkowski
Wykład dla Służewskiego Domu Kultury z cyklu Reinterpretacje świata sztuki
Przypinano je do gorsetów sukni, spódnic i dekoltów, zdobiono nimi włosy, czepki i peruki – sztuczne kwiaty w XVIII wieku nadawały sznyt dworskiego kostiumu nawet starszym toaletom. Girlandy obsypujące usztywnione sylwetki dam były obietnicą dziewczęcej delikatności i uległości wobec społecznych ról kulturowo im przypisanych. Sprowadzenie kobiety do funkcji bibelotu i dekoracji otoczenia, swoje odzwierciedlenie miało w malarstwie, oraz powielających konwencję ikonograficzną ogromnej ilości porcelanowych figurek i serwisów deserowych. Do tej „florystycznej” imaginacji kobiecych wizerunków chętnie odwołuje się współczesna sztuka: wprowadza do swoich kwiatowych kompozycji dwuznaczność intymnych cielesnych zakamarków, ale też punktuje patriarchalną infantylizację tego motywu. Feministyczne narracje nie przebierają się w kostium natury, raczej stają w jej obronie i szerzą świadomość o zagrożeniach. To także queerowe narracje, poddające w wątpliwość sztuczne podziały płciowej identyfikacji wizualnej, a czasem rodzaj artystycznego coming-outu. Majowe spotkanie z cyklu poświęconego reinterpretacjom w świecie sztuki, przywoła wszystkie te odsłony dawnego i współczesnego kostiumu antycznej Flory.
O cyklu: „Reinterpretacje świata sztuki”, to cykl spotkań poświęcony hybrydom i fantastycznym istotom, które od starożytności po współczesność zapełniają historie mówione, spisane i przedstawiane w sztukach plastycznych. W myśl narracji wskazujących nadejście końca antropocenu bohaterami cyklu staną się nie ludzie, lecz jednorożce, syreny, wilkołaki, a nawet pająki. Przyglądając się dziełom sztuki dawnej i współczesnej odkryjemy, jak rodziły się mity im poświęcone, czego były symbolami i wreszcie jak odczytywane są dzisiaj.
Ilustracja: Stanisław Wyspiański, Nasturcje | 1903, Muzeum Narodowe w Lublinie
Wykład dla Służewskiego Domu Kultury z cyklu Reinterpretacje świata sztuki
Nic nas ponoć tak nie wybija z poczucia komfortu, jak istoty humanoidalne. Zawieszone pomiędzy tym co „ludzkie” i „nie-ludzkie” niepokoją bardziej, niż najbardziej oczywiste kreatury. Fascynują nas, straszą, wprawiają w stan zakłopotania nie tylko spektakularne filmowe wilkołaki i krwiożercze zombie, ale nawet automaty, które swoją historią sięgają jeszcze starożytności. Mimo to, a może właśnie dlatego nurt współczesnej zmęczonej rzeczywistością sztuki chętnie sięga właśnie po te figury. Ich triumfalny przemarsz w popkulturze otworzyło wejście na ekrany kin w 1968 roku filmu George’a A. Romero „Noc żywych trupów”. Dwuznaczna „materia przejściowa” tego typu istot od tamtej pory bywa pojemną metaforą problemów społecznych, jak kwestia rasowa, neoliberalizm, konsumpcjonizm, choroby. W perspektywie politycznej odczytywane są one także jako lęk przed radykalnymi przewrotami o globalnym zasięgu. Fantazmat powrotu żywego trupa, istnienia wilkołaków czy ożywionych realnie automatów, zgodnie z freudowską koncepcją niesamowitości w jednych budzi zaledwie dreszcz wstrętu i obrzydzenia, w innych lęk przed nieznanym, zwłaszcza że podanym czasem w obscenicznym fizjologicznym przebraniu. Niepokojąca niestabilność ich cielesności wydaje się zaskakująco użyteczna: czerpały z niej wanitatywne tańce śmierci, surrealizm mieszał się z psychoanalitycznym libido i popędem śmierci, a współczesna humanistyka osadza często afirmatywnie w roli podmiotu wymykającego się z ram binarnych schematów i wszelkich opresyjnych klasyfikacji.
O cyklu: „Reinterpretacje świata sztuki”, to cykl spotkań poświęcony hybrydom i fantastycznym istotom, które od starożytności po współczesność zapełniają historie mówione, spisane i przedstawiane w sztukach plastycznych. W myśl narracji wskazujących nadejście końca antropocenu bohaterami cyklu staną się nie ludzie, lecz jednorożce, syreny, wilkołaki, a nawet pająki. Przyglądając się dziełom sztuki dawnej i współczesnej odkryjemy, jak rodziły się mity im poświęcone, czego były symbolami i wreszcie jak odczytywane są dzisiaj.
Ilustracja: kadr z filmu „Noc żywych trupów” (1968)
Wykład dla Służewskiego Domu Kultury z cyklu Reinterpretacje świata sztuki
W 1975 roku Hélène Cixous – francuska filozofka, krytyczka i pisarka opublikowała swój słynny esej pod tytułem „Śmiech Meduzy”. Czerpał on z drugiej fali feminizmu, której początki sięgały lat 50. i sam stał się kołem zamachowym kolejnej jego odsłony. W pełnym kulturowych nawiązań poetyckim języku autorka punktowała wielowiekową dyskryminację, jakiej podlegały kobiety: „Przeciwko kobietom popełniono największą zbrodnię: przemocą, podstępem doprowadzono je do tego, że zaczęły nienawidzić kobiet, stały się własnymi wrogami”. Nawoływała do rozbudzenia kobiecej samoświadomości: „Odwróciłyśmy się od naszych ciał, bo nauczono nas wstydliwie nie zwracać na nie uwagi, wpojono głupią pruderię”. Żarliwie zagrzewała do samorealizacji: „wyobraźnia kobiet jest niewyczerpana, jak muzyka, jak malarstwo, jak pisarstwo: twory ich fantazji są niezwykłe.” W swoim „narcystycznym kulcie kobiecości” – jak złośliwie niektórzy badacze opisywali esej – Cixous za tytułową postać obrała sobie mitologiczną Meduzę. Zgwałcona przez Posejdona i ukarana przez Atenę przemianą w śmiercionośnego potwora stała się kluczem do rozrachunku z tradycyjną patriarchalną narracją. Wystarczy spojrzeć w twarz Meduzy, by zrozumieć, że: „od tego się nie umiera.” – pisała Cixous – „Ona jest piękna i śmieje się.” Podczas kolejnego spotkania z cyklu „Reinterpretacje świata sztuki”, przyglądając się wizerunkom Meduzy od starożytności po współczesność, będziemy mieli okazję sami się o tym przekonać.
O cyklu: „Reinterpretacje świata sztuki”, to cykl spotkań poświęcony hybrydom i fantastycznym istotom, które od starożytności po współczesność zapełniają historie mówione, spisane i przedstawiane w sztukach plastycznych. W myśl narracji wskazujących nadejście końca antropocenu bohaterami cyklu staną się nie ludzie, lecz jednorożce, syreny, wilkołaki, a nawet pająki. Przyglądając się dziełom sztuki dawnej i współczesnej odkryjemy, jak rodziły się mity im poświęcone, czego były symbolami i wreszcie jak odczytywane są dzisiaj.
Wykład dla Służewskiego Domu Kultury z cyklu Reinterpretacje świata sztuki
Zamieszkiwały góry i lasy. Były silnej budowy, górną połowę ciała miały ludzką, dolną – zwierzęcą; przedstawiano je ze zmierzwionymi włosami, płaskim nosem, spiczastymi uszami. Centaury – jak wierzyli antyczni – żywiły się surowym mięsem upolowanych zwierząt, porywały kobiety, chętnie się upijały. Podobnie wyobrażenia fauniczne związane były z tym, co zmysłowe i nieokiełznane. Tożsame znaczeniowo nazwy: „faun”, „Pan” i „satyr” przez wieki symbolizowały w kulturze europejskiej kult życia, namiętności i niepohamowane instynkty. Wszystkie te i podobne męskie figury mitycznych hybryd, jak na przykład Minotaur, stanowiły w istocie zręczny kostium dla wyrażenia ludzkich cielesnych pragnień. O ile dawniej ich na wpół zwierzęca natura pozwalała snuć historie o przekraczaniu norm społecznych i moralnych, dzisiaj często staje się w sztuce metaforą Innego i jego emancypacji.
O cyklu: „Reinterpretacje świata sztuki”, to cykl spotkań poświęcony hybrydom i fantastycznym istotom, które od starożytności po współczesność zapełniają historie mówione, spisane i przedstawiane w sztukach plastycznych. W myśl narracji wskazujących nadejście końca antropocenu bohaterami cyklu staną się nie ludzie, lecz jednorożce, syreny, wilkołaki, a nawet pająki. Przyglądając się dziełom sztuki dawnej i współczesnej odkryjemy, jak rodziły się mity im poświęcone, czego były symbolami i wreszcie jak odczytywane są dzisiaj.