Małgorzata Mycek: Na moje żyćko wpłynęła…

Pierwsze spotkanie z Małgorzatą Mycek zaliczyłam na Wystawie finałowej Artystyczna Podróż Hestii w Muzeum Nad Wisłą w 2021 r. Jej obraz Myślał kurczak o niedzieli, 2020 był wyjątkowo uroczy. Bohaterka obrazu, młoda dziewczyna o lekko przysadzistej budowie ciała, mocno zdefiniowana sportową stylizacją, przytrzymała mnie na długo. Na pewno zaciekawiło mnie, że obraz namalowany został na starym banerze. Recyklingowe myślenia wśród artystów młodego pokolenia i świadome przez nich wykorzystywanie w twórczości materiałów ekologicznych bardzo mi się podoba. Jeszcze bardziej jednak niż strona formalna, przyciągnęła mnie narracja. Otóż w podniesionej dłoni dziewczyna dzierżyła solidny kawał siekiery, w drugiej trzepoczącą się z przestrachu brązową kurę. Widoczny tuż obok pieniek wyjaśniał wszystko i mnie – wydelikaconą mieszczkę – wbijał w ziemię. Wegetariańska prowokacja?! Ekologiczny terror? Atak na konsumpcjonizm i wszystkożerców? Zapewne po trochu wszystko razem, tym bardziej, że artystka chętnie wspomina o swoim wegetarianizmie. Nie to jest tutaj jednak sednem sprawy. Jest nim życie i wszystko co na artystki żyćko wpłynęło…

Myślał kurczak o niedzieli, 2020, fot. Sztukomodnie

Małgorzata Mycek obecnie mieszka i pracuje w Poznaniu, pochodzi jednak, co sama podkreśla, z małej wsi Radoszyce na Podkarpaciu. Od wczesnego dzieciństwa, przyznaje też, że miała poczucie wyobcowania i pewnej niekompatybilności z otaczającą ją tam rzeczywistością. Była dzieckiem o innej niż miejscowi wrażliwości i potrzebach, czuła to już wtedy choć świadomość, że jest osobą niebinarną przyszła zapewne nieco później. Drugim ważnym elementem, była towarzysząca jej od wczesnego dzieciństwa potrzeba kreacji i tworzenia. Wzruszyło mnie i poruszyło wspomnienie, że jako dziecko bardzo lubiła organizować w swojej „głuszy leśnej” własne galerie i pokazy gdzie gromadziła naturalne eksponaty, konstruowała pierwsze obiekty z gałązek, liści i gliny. Trudno się dziwić, że wkrótce jej celem stała się szkoła plastyczna a potem Akademia Sztuk Pięknych.

Obrazy zaprezentowane w warszawskim BWA, jak mówi artystka, są przepracowaniem jej bardzo osobistych sytuacji i realiów, z których się wywodzi. To opowieść o relacjach, które jak wszystkie ludzkie powiazania są skomplikowane i niejednoznaczne. Niektóre ulegają ewolucji, inne zamrożeniu, jeszcze inne kompletnej bolesnej degradacji. Wychodząc jednak od bardzo intymnych, jednostkowych wydarzeń udaje się Małgorzacie Mycek stworzyć narrację o perspektywie szerszej. W jej portretach-wizerunkach czujemy dojmującą polskość typów osobowych, są tu więc: Zdegustowana krewna, Pijany wujek na imieninach babci, portret kuzynki, rolnik i Córka rolnika.

Ta ostatnia jest zresztą najczęstszą bohaterką obrazów artystki. To w pewnym sensie jej alter ego, odwrócona wersja „najlepsza z możliwych”, wzór z Sèvres. To fizyczny ideał kobiecości rodem z lat 80, bujna blondynka, w pełnym klasycznym makijażu i krótkiej sukience – co ważne – w trybie permanentnego sprzątania, z krótką przerwą na gotowanie i niedzielną spowiedź. To świat, w którym statystyczny bywalec galerii raczej nigdy nie uczestniczył i o którym nic nie wie, tymczasem okazuje się, że polskie podwórka hibernowały, że to co było wzorcem osobowym 40, 30 lat temu nadal ma się dobrze.

Muszę przyznać, że z galerii wyszłam w stanie szoku. Mocne, kolorem budowane malarstwo Małgorzaty Mycek bardzo wpadło mi w oko i to mnie na spotkanie z artystką przywiodło. Na miejscu jednak okazało się, że jej obrazy to także brawurowo uchwycony specyficzny stan umysłu, którego wielu w Polsce, z własnej krótkowzrocznej impertynencji, woli lub nie chce zauważyć. A ten świat równoległy naprawdę istnieje i jeśli pozostanie takim jakim jest, jeśli nie stworzy mu się warunków do emancypacji to, wcześniej czy później, swoim światopoglądem i swoimi wyborami (z naciskiem na to ostatnie) znowu wkrótce dopadnie, pielęgnującą zbyt zuchwałe poczucie wyższości, intelektualną, ekonomiczną, duchową i każdą inną elitę polskiego kraju-raju.

Spotkanie z artystką na jej wystawie Na moje żyćko wpłynęła… , BWA Warszawa, 24.03.2022. Po lewej Małgorzata Mycek, po prawej prowadzący spotkanie Tomasz Jan Wojciech Szymański / SoloShow, fot. Sztukomodnie

Przydatne linki:

Na moje żyćko wpłynęłą… wystawa w warszawskim BWA, 19.02. – 2.04.2022

Opublikowane przez sztukomodnie

Monika Przypkowska ukończyła historię sztuki na Uniwersytecie Warszawskim. Od 1996 roku współpracuje z Zamkiem Królewskim a także innymi instytucjami zajmującymi się edukacją artystyczną: MNW, Dziecięcą i Młodzieżową Akademią Artystyczną, Mazowieckim Uniwersytetem III Wieku, Ursynowskim Uniwersytetem III Wieku, Studiem Sztuki, Zespołem Szkół Poligraficznych. Zawodowo związana z modą także jako: redaktor, stylistka i producent sesji zdjęciowych w takich pismach jak: Avanti, Jestem, Claudia, Moda Top.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: