Woman Art Power

O czym mówią kobiety? O tym samym co mężczyźni – o sobie, swoich radościach, problemach i traumach, o świecie, który ich otacza, o przedmiotach i ludziach, polityce i społecznych zjawiskach. O tym wszystkim mówią – tak samo jak mężczyźni – ze swojego indywidualnego punktu widzenia. Dynamiczny rozwój różnorodnych teorii feministycznych przedstawia znoszące się czasem nawzajem opinie przekonujące z jednej strony, iż sprawa płci ma tu swoje znaczenie, że przynależność do którejś z nich (jeśli pozostaniemy w tradycyjnym binarnym podziale) determinuje sposób postrzegania i opiniowania świata. Z drugiej strony równie mocno wybrzmiewają opinie negujące ten sposób odseparowania sposobów myślenia, czucia i patrzenia z perspektywy stricte dualistycznej, męskiej i żeńskiej. Nie wdając się w ten spór i nie zajmując miejsca po którejkolwiek ze stron, warto w kontekście wystawy w Mazowieckim Centrum Sztuki Współczesnej „Elektrownia” w Radomiu przede wszystkim podkreślić, że choć kobiety ciągle jeszcze mają wiele do zdobycia w kwestii dostępności do ścieżki kariery, poziomu zarobków, usług medycznych, wsparciu w planowaniu rodziny, wyzwoleniu z ograniczających norm i zasad społecznych, to jednak świadomie i w pełni korzystają ze swojej świeżo w sumie wywalczonej okazji do zabrania głosu. Równie ważne jest, jak podkreślała w swoich tekstach historyczka sztuki Linda Nochlin, żeby ten głos nie stał się głosem zawieszonym w pustce, żeby to, co zostało wyrażone językiem także artystycznym znalazło odbiorczynie i odbiorców. Nie wszystko musi być przez nas zrozumiane, nie wszystko musi znaleźć poklask, ważne, żeby wszystko zostało wysłuchane, a rozpoczęty proces odzyskiwania głosu nie został pogrzebany brakiem uwagi.

Wspólna radomska wystawa 20 współczesnych polskich artystek wzmacnia widzialność kobiet w naszym społeczeństwie tu i teraz i to nie tylko w przestrzeni kultury. To zasługa m.in. szerokiego spektrum tematów poruszanych na wystawie. Są tu prace prezentujące wątki, które tradycyjnie przypisuje się kobiecej naturze. Relację do ciała podejmuje w pracy Power of love z 2019 r. Agata Zbylut (okładka felietonu) wskazując m.in. na współczesne wyśrubowane oczekiwania związane z wyglądem kobiet. Instalacje Anny Baumgart Bombowniczka z 2004, Iwony Demko Saint Mother (2009), czy epickiej w rozmachu pracy Doroty Hadrian Oratorium z 2020 r. poruszają z kolei temat macierzyństwa ale robią to w sposób burzący społeczne tabu, występując m.in. przeciwko sprowadzeniu kobiet do roli układu rozrodczego (zdjęcia prezentują obiekty w odpowiedniej kolejności).

Spotykamy w Elektrowni historie kobiet świętych – istniejących i nie istniejących – tych, o których zawsze pisali tylko mężczyźni; wciągali je na oficjalne listy boskich wybranek a potem z nich skreślali. Ich losy naginali do swoich umoralniających w duchu patriarchatu wytycznych. Tymczasem na wystawie spotykamy transcendencję spoza wszelkich religijnych instytucji. Rozpisana na płótnach Beaty Ewy Białeckiej (Małgorzaty, 2019, Kapłanka, 2018Mdłości, 2014), czy w spektakularnej pracy Iwony Demko z 2010 r. Dzielna Dziewica, zainspirowanej wizerunkiem świętej Wilgefortis (virgo fortis – silna dziewica) swoją metafizyką dosłownie powala na kolana.

Nie zabrakło na wystawie wątku ważnych relacji rodzinnych (Helena Stiasny, Duch babci, 2020) czasem konfrontacyjnych (Monika Falkus In the Hands of Noone, 2022) a nawet traumatycznych (Alex Urban, Opiekun, 2017). Zazwyczaj wydają się one być jednocześnie lapidarną i celną figurą alegoryczną wszelkich pedagogicznych zabiegów formatujących przyszłego obywatela, czasem nawet niezwykle dowcipną jak w pracy Katarzyny Kukuły Zrobię Ci sweterek na całe życie, 2021.

Jednak pole zainteresowań kobiet, podobnie zresztą jak mężczyzn, sięga dalej, poza granice rodzinnego podwórka. Społeczne napięcia i konflikty są przez nie pilnie śledzone. Ba! Artystki-aktywistki stają się bezpośrednimi uczestniczkami tych wydarzeń i ich prowodyrkami, pozostają papierkiem lakmusowym pilnej potrzeby wszelkich zmian w patologicznym układzie patriarchalnym – wystarczy spojrzeć na prace Anny Grzymały Zdejmij mundur przeproś matkę czy ONR-owiec konsumujący krem sułtański z osobą niebinarną, 2021.

W swojej twórczości artystki przeprowadzają krytykę przybierającego infantylne formy poczucia dumy narodowej, jak robi to w obrazie Polska mielonka z 2018 r. Sabina Twardowska, lub też diagnozę w dziedzinie antropologii współczesności, jak w swoim Idolu z 2019 r. pokazuje Agata Kus. Ta fascynująca kompozycja wiedzie nas od pseudo-realistycznego kadru rzekomego zdjęcia z krakowskiego baru, do transowo-surrealistycznej przestrzeni, w której bohaterowie oddają się magicznemu obrzędowi weekendowej biby.

Obok formalnych poszukiwań w kierunku konstruowania i rekonstruowaniu wizji świata rzeczy i przestrzennych proporcji form idealnych Bożeny Klimek-Kurkowskiej (Rzeka, 2022, Ciągi wertykalne, Ciągi horyzontalne, 2017) na wystawie spotykamy Katarzynę Pietrzak, artystkę deklarującą pasję dla warsztatu graficznego (Zawieszeni, 2020-22). 

Z jednej strony czytamy w Radomiu zagrzewające do oporu hasła (Jadwiga Sawicka, Wolne ciała, 2019), oraz mroczne obietnice zemsty (Martyna Czech, Twój świat spłonie, 2020, Helena Stiasny, Zabicie patrairchatu,2022) z drugiej oglądamy przytłaczające malarskie świadectwa nadużywania władzy i okrucieństwa wobec kobiet (Helena Stiasny, Beatrice Cenci za Jerzym Nowosielskim, 2022, Alex Urban, Wiara, 2021).

Tuż za rogiem kolejnej sali nadziewamy się jeszcze na najprzedniejszy żart i cudowną lekkość niczym nieskrępowanego rozpasania erotyczną rozkoszą (Alex Urban, Suczki, 2022, Katarzyna Kukuła, Torcik, 2011, Pasja. Rygunia rucha Berka, 2017, Ludmiła Woźniczkobez tytułu, 2011).

Kobiety obalają patriarchalnych bohaterów drwiną (Hanna Krzysztofiak Napoleonka, 2020), budzą sumienie społeczne uwrażliwiając na najbardziej palące problemy współczesności takie jak bolesny temat migracji (Agata Kus, Domie złoty, 2022) czy szeroko pojęta ekologia (Julia Curyło, Leszy, 2022). W natłoku spraw niezałatwionych, a do załatwienia koniecznych dla globalnego restartu posuwają się do męczących dla siebie – a czasem i dla odbiorów sztuki – aktów psychicznego ekshibicjonizmu, wylewając na płótnach farbę toksycznych nieczystości (Olga Dmowska, bez tytułu, 2015).

Ta wielogłosowość i wielopoziomowość współczesnej feministycznej debaty, śmiałe wyznaczanie nowej perspektywy, wprowadzenie nowych narracji dotyczących kobiecości – to wszystko mnie onieśmiela i ośmiela jednocześnie. Krzepi mnie myśl, że nawet jeśli nie każda z nas ma w sobie duszę fighterki i nie urodziła się z temperamentem rewolucjonistki, dzięki takim wystawom i ich mocnym, kobiecym przekazom, odnajdzie swoją drogę do wyzwolenia. Tak zdeterminowanym artystkom nikt już nie odważy się ograniczyć tematów do przysłowiowych kwiatów i portretów a zresztą, kiedy biorą te na swój warsztat też prezentują się charakternie.

Agata Kusy, Duszyczki, 2021

Wystawa Woman Art Power, 18.06 – 11.09. 2022, Mazowieckie Centrum Sztuki Współczesnej Elektrownia w Radomiu, kurator Paweł Witold Witkowski

Opublikowane przez sztukomodnie

Monika Przypkowska ukończyła historię sztuki na Uniwersytecie Warszawskim. Od 1996 roku współpracuje z Zamkiem Królewskim a także innymi instytucjami zajmującymi się edukacją artystyczną: MNW, Dziecięcą i Młodzieżową Akademią Artystyczną, Mazowieckim Uniwersytetem III Wieku, Ursynowskim Uniwersytetem III Wieku, Studiem Sztuki, Zespołem Szkół Poligraficznych. Zawodowo związana z modą także jako: redaktor, stylistka i producent sesji zdjęciowych w takich pismach jak: Avanti, Jestem, Claudia, Moda Top.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: