„Panny nowosielskie” – smukłe, odrealnione, ubóstwione. Dla jednych wyestetyzowane
akty i półakty malarza to apoteoza kobiecości, swego rodzaju hołd artysty i mężczyzny. Jednak dla współczesnej publiczności, w kontekście niektórych wypowiedzi Jerzego Nowosielskiego i intymnych faktów z jego życia, mogą się wydawać przykładem instrumentalizacji kobiecego ciała i jego uprzedmiotowieniem.
W najbardziej znanych i najczęściej prezentowanych pracach Nowosielskiego kobiece sylwetki zastygają w tysiącach różnych – wydawało by się – zwyczajnych czynności: spacerują ulicami miast, zażywają słonecznych kąpieli, gimnastykują się, podróżują autobusami lub statkami albo „sportretowane” z atrybutami swoich muzycznych talentów trwają w zaciszu domowym. Niektóre z tych malarskich narracji uświęcone są wielowiekową tradycją ikonograficzną. Toalety to echo antycznych wyobrażeń Afrodyty w kąpieli, a przeglądające się w lustrze – renesansowych czy też barokowych przedstawień kobiet wpatrzonych w swój odbity wizerunek.


- Afrodyta Knidyjska, kopia według Praksytelesa, Grecja, 150–100 p.n.e.; The Metropolitan Museum of Art, New York, Rogers Fund, 1912.; fot. MET, public domain
- Nicolas Regnier, Vanity, 1626; Musée des Beaux-Arts de Lyon. Fot. Wikimedia Commons Alain Basset; Sdegroisse; Musée des Beaux-Arts de Lyon, public domain
Te ostatnie, będąc metaforami próżności, pouczały odbiorców w duchu chrześcijańskiej pokory i jednocześnie dyscyplinowałykobiety, piętnując ich rzekomo zbyt intensywną zmysłowość. Nade wszystko jednak dostarczały estetycznej i erotycznej przyjemności zamawiającym owe wizerunki męskim kolekcjonerom. Przechwytując tę tradycyjną ikonografię, Nowosielski odrywał swoje kompozycje od podobnie nachalnej moralizatorskiej narracji. Lustra – jak podkreślał – przede wszystkim wzbogacały strukturę przestrzenną jego kompozycji i żadnej – filozoficznej czy też symbolicznej – funkcji w jego malarstwie nie spełniały 1. Jest jednak pomiędzy jego i dawną narracją pewien punkt styczny. Odbiorcę śledzącego wzrokiem elegancki dukt kreski malarza, doskonałość plamy barwnej czy mistrzowską strukturę jego obrazów wypełnia bowiem poczucie estetycznego dosytu. Bezbronne ciała kobiet artysta świadomie wydawał na żer oglądającego. Zatopione w myślach, zawieszone w czasie, „panny nowosielskie” nie kokietują, prężąc się w najbardziej ponętnych pozach, nie próbują też, na wzór praksytelesowskich Wenus, wstydliwym gestem okryć swej nagości. Ich płynny kontur zamyka w sobie cielesność amaterialną, pozbawioną mięsa i kości, a jednak intensywną i zmysłową. Chwila, w której je podglądamy, jest wiecznością, rajem, gdzie dyskretnie triumfuje Eros.
Jestem zafascynowany kobietą, jako zjawiskiem, jako stworzeniem boskim. Ja w ogóle nie rozumiem, jak to możliwe, że coś takiego istnieje. To mnie zachwyca, wprowadza w osłupienie. Jestem erotomanem. 2
W kontekście praktykowanej i rozwijanej przez Nowosielskiego prawosławnej myśli teologicznej, często i chętnie deklarowanej głębokiej wiary, intrygująco brzmią wypowiedzi artysty potępiające chrześcijańską pogardę dla cielesności. Nowosielski ostro punktował w nich zgubny wpływ oddzielenia erotyki od mistycyzmu i pruderię – obecną zarówno w nauce Kościoła katolickiego, jak i w polskiej narracji publicznej, tak czasów socjalistycznych, jak i potransformacyjnych. Ostro przeciwstawiał się zjawiskom ocierającym się o pornografię, podkreślając równocześnie, że w swojej twórczości nawiązuje do wszystkich czterech greckich rodzajów miłości, tj. agape, filia, stergethron i eros, przy czym napiętnowanie tego ostatniego przez kulturę judeochrześcijańską uznawał za głęboko amoralne. Odważnie zestawiał akty z cerkwiami, a barokowe kopuły porównywał do kształtów kobiecego ciała, bo jak mówił: Jeżeli malarza interesuje problem cielesności, jakiś sposób łączenia spraw duchowych ze światem bytów fizycznych, to zupełnie naturalne jest, że zaczyna się interesować wyglądem kobiet. […], to jest powszechna intuicja całej sztuki światowej w przekroju zarówno geograficznym, jak i historycznym. […] pełna realizacja, pełna synteza spraw duchowych z rzeczywistością empiryczną dokonuje się właśnie w postaci kobiety. Nie darmo Adam znalazł swoją pełnię dopiero wtedy, gdy z jego żebra Bóg wyjął część materii i stworzył z niej Ewę. Dopiero wtedy Adam poczuł się pewny siebie. 3 Ten język – mocno już anachroniczny – to narracja zakorzeniona w patriarchalnym imaginarium uprzedmiotowienia i pasywności ciała kobiecego 4 – jednak szczerość wybrzmiewająca w tych pełnych patosu słowach nie pozwala łatwo zepchnąć twórczości Nowosielskiego do jednego tylko ze skrajnie światopoglądowych narożników. Specyficzne steoretyzowanie kobiecego ciała przez artystę w równym stopniu co jego pozycja – niekwestionowanego mistrza polskiego malarstwa XX w. – skłaniają współczesną historię sztuki, także jej nurt feministyczny, do pozostania w żywym dialogu z jego twórczością, badania jej i analizowania. Jednym z pytań zaś, które ona rodzi, jest to: skąd wziął się – ujmując zagadnienie nieco kolokwialnie – „Nowosielski erotoman”?
Przedstawiam dość dziwny rodzaj artysty, ze szczególnie rozdartą, żeby nie powiedzieć „pokątną”, świadomością. Kto winien, że taki jestem? Zapewne mój los – ale też doświadczenie, lekcja surrealizmu. 5
Krakowska Kunstgewerbeschule – artystyczna szkoła zawodowa założona przez władze niemieckie podczas okupacji hitlerowskiej w miejsce zamkniętej krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, do której Jerzy Nowosielski uczęszczał, połączyła w niełatwych okupacyjnych czasach środowisko młodych, które wspomagało się i wymieniało wszelkimi artystycznymi informacjami. Krystyna Czerni w swojej fascynującej biografii Jerzego Nowosielskiego przywołała wspomnienie Jerzego Skarżyńskiego z tamtych czasów: Zosia Gutkowska odnalazła u siebie stare numery jakichś pism surrealistów czy zupełnie unikalne albumy malarzy z lat 20. Wielu z nas w ogóle pierwszy raz zobaczyło takie reprodukcje! Usiłowaliśmy to jakoś po francusku odcyfrować. 6 Wojenna rzeczywistość i bezmiar bezsensownego cierpienia, które przyniosła, domagały się reakcji, jakiegoś komentarza i dla wielu artystów tamtej generacji to właśnie nadrealizm stał się swego rodzaju szalupą, która miała wyprowadzić ich z tej wielkiej historycznej katastrofy.
Przyjaciel Nowosielskiego, historyk i teoretyk sztuki Mieczysław Porębski, podkreślał, że artysta nie lubował się w efektach surrealistycznych dla nich samych.7 Chodziło o nieufność do intelektu, pogardę dla zdrowego rozsądku i pragmatyzmu. Z tych powodów wyłonili się w czasie I wojny światowej dadaiści, a chwilę po niej nadrealiści W ich manifeście opublikowanym w 1924 r. André Breton – nazywany papieżem nowegougrupowania – wzywał m.in. do automatyzmu. Czerpiąc inspirację z tego źródła, Nowosielski tworzył tytuły swoich wczesnych powojennych abstrakcji z lat 40.: Skrzydło archanioła, Bitwa o Addis Abebę czy Dom Gołębi właśnie pod wpływem impulsu. Łatwo uchwycić surrealistyczne inspiracje także w jego nieco już późniejszych obrazach figuratywnych. Na malowanych w latach 50. i 60. kompozycjach postacie sprawiają wrażenie wyalienowanych. Snują się ulicami miast, wylegują na pokładach statków jak zahibernowane, śnią na jawie lub są projekcją czyjegoś snu. Zniesienie granicy między krainą marzeń sennych a światem zjawisk fizycznych, zderzenie tego, co zmysłom znane, z tym, co stanowi irracjonalną narrację ludzkiej podświadomości zyskało w jego malarstwie kolejną odsłonę w tzw. czarnych aktach, które pojawiły się w latach 70.
Ja sobie stwarzam rzeczywistość i marzę. Na przykład, marzę o pewnych kobietach, których nie ma i dopiero muszę je namalować. I to jest twórczość.8
Sen był dla surrealistów jednym z najważniejszych punktów odniesienia. Zainspirowani psychoanalitycznymi teoriami Zygmunta Freuda widzieli w nim sposób zaspokojenia pragnień wstydliwych i wypieranych. W tym, co nazywamy kulturą, dostrzegali narzędzieograniczenia, które niejako sztucznie wyznacza to, co jest dozwolone lub niemoralne. Sny – w tej opresyjnej dla człowieka sytuacji – były postrzegane jako domena wolności. Jako wyzwalający surrealiści traktowali także fenomen miłości, który przyoblekł się u nich w „kult kobiety”. Ich rewolta nie zmieniła – co podkreśla Maria Poprzęcka – stereotypowych wizerunków kobiet o XIX-wiecznym jeszcze rodowodzie. Wizja kobiety jako nieprzeniknionej femme fatale zyskała tylko nowe wcielenia, a psychoanaliza dodatkowo ją ubarwiła. Z surrealistycznej literatury i sztuki wyłaniają się oniryczne postacie będące owocem męskich fantazji, lęków i pożądań. Kobiety więc jako irracjonalne stworzenia bliskie natury, obdarzone jej tajemnymi mocami, drapieżne sfinksy i kocice, naiwno-przewrotne dziewczynki rozbudzające perwersyjne namiętności, rozerotyzowane nimfomanki, niedorozwinięte, lecz natchnione wariatki, miotane konwulsjami histeryczki. […] pozbawione twarzy i tożsamości piękne ciała, […] kobiece bezgłowe manekiny i zniszczone lalki. Piewcy „zwycięstwa wspaniałej miłości nad plugawym życiem” woleli widzieć ubezwłasnowolnione jej przedmioty.9
W tym kontekście historia sztuki chętnie zestawia malarstwo Jerzego Nowosielskiego
z twórczością Paula Delvaux. Kobiety na obrazach belgijskiego surrealisty są posągowo chłodne i bierne, przyjmują pozy wyczekujących na miłość, a zjawiający się tu czasem mężczyźni nie ujawniają swych pożądań. Obrazy emanują cichym smutkiem, nostalgią, aurą zapomnienia.10 Podobne ujęcie kobiecego ciała spotkać można także w twórczości Kazimierza Mikulskiego, który jak Nowosielski należał do krakowskiej Grupy Młodych Plastyków, a od 1957 r. do reaktywowanej Grupy Krakowskiej.

- Kazimierz Mikulski, Wybór narzeczonej,1966; Muzeum Narodowe we Wrocławiu, Pawilon Czterech Kopuł; fot. Monika Przypkowska / Sztukomodnie
Posługując się jak Delvaux realistycznym warsztatem, swoje kobiety-manekiny ustawiał w rajsko-baśniowym pejzażu. Towarzyszące im zwierzęta, rośliny, ciała niebieskie lub przedmioty, zestawione razem tworzą w jego kompozycjach enigmatyczne narracje, metafory na skraju zrozumienia. Geometryczne kopuły nieludzko krągłych piersi i skrupulatnie pokryte owłosieniem wzgórki łonowe tych kobiet-lalek są, zwłaszcza w późniejszych pracach artysty, na poły liryczno-bajkową, na poły erotomańską niemal opowieścią. Pozbawione dynamiki i agresywności, operujące raczej nastrojem lirycznej zadumy, obrazy Mikulskiego przypominają o magii zdolnej odmienić rzeczywistość. Ale jest to magia już na niby, która utraciła wiarę w skuteczność swych zabiegów. 11
Cielesność, w którą Jerzy Nowosielski ubierał malowane przez siebie postaci kobiet, powoływana była wedle słów artysty do uświęcenia tego, co erotyczne. Podkreślając jednak – poprzez cytowanie wypowiedzi – aspekt duchowy jego aktów i półaktów, dość często gubi się w ich odbiorze ten oczywisty fakt, że powoływał je także do wizualnej rozkoszy, odnajdując ją w wyjątkowo drastycznej czasem narracji.
W mojej twórczości malarskiej niejednokrotnie występowały elementy uświadomionego
sadyzmu, głównie w powiązaniu z fascynacją erotyczną.12
Z końcem lat 40., obok abstrakcyjnych kompozycji zapełnionych charakterystycznymi trójkątami, Nowosielski powraca do figuracji. Wśród kilku wątków pojawia się wyraźnie motyw musztrowanego i dyscyplinowanego kobiecego ciała. W kolejnych odsłonach
i wariantach gimnastyczek z tamtego okresu niektórzy widzą kompromis z postulatami
nowej epoki wielbiącej ciało młode i wysportowane. Inni odczytują je raczej jako
subwersywną ripostę na ówczesną sztukę z jej duszącym apoteozowaniem zdrowego
ciała i ducha człowieka socjalistycznego wolnego od amoralności skażonego Zachodu.13 Obrazy takie jak Egzekucja (1949) czy Beatrix Cenci (1950) były też interpretowane jako metafory opresji, zniewolenia i podporządkowania nowej stalinowskiej władzy.


- Jerzy Nowosielski, Egzekucja, 1949; Muzeum Narodowe w Krakowie; fot. Monika Przypkowska / Sztukomodnie
- Jerzy Nowosielski, Beatrix Cenci, 1950; STARAK COLLECTION; fot. Monika Przypkowska / Sztukomodnie
W przaśności ówczesnych bohaterek obrazów Nowosielskiego, ich fizycznej tężyźnie widziano cierpki, acz dowcipny komentarz do siermiężnego seksapilu PRL-owskiej chłopo-robotnicy. Jednak w ich sylwetkach zaskakuje niezwykła pociągająca krzepkość, której nie sposób przeoczyć. Są może zatem uosobieniem mocarnego ciała – ciała, które żyje, niosąc potężny ładunek swojej witalnej energii? Po wdrukowanych w pamięć obrazach śmierci wykreowanie tak jaskrawego dowodu pulsowania życiem staje się wyjątkowo silnym i odurzającym afrodyzjakiem. Cieniem kładzie się tu jednak wyraźna sugestia przemocy, a jej kulminacją są tzw. rysunki sadystyczne.
Nowosielski tworzy je na przełomie lat 40. i 50. Pokazane po raz pierwszy na wystawie
Notatki III w Galerii Starmach w 2001 r. wprawiły w zdumienie admiratorów oficjalnej twórczości malarza. Swoje makabreski artysta pokazywał wcześniej jedynie najbliższym znajomym. Opatrywał je podczas spotkań opowieściami, w których deklarował zainteresowanie historią tortur, szkołą katów w Bieczu, fascynacją lekturą markiza de Sade i Józefa Putki Mroki średniowiecza (1935), chętnie rozmawiał o zadawaniu bólu i tego, że może on wzbudzać erotyczną przyjemność. Były to opowieści człowieka, który przemocą się brzydził. Zafascynowany kobietami Nowosielski obserwował ich ciała, obnażał je na swoich obrazach, wyobrażał sobie, co może z nimi zrobić, ale wyobrażenia, wedle jego znajomych, były wyraźnie przeskalowane w stosunku do rzeczywistości. Przyjaciel artysty Tadeusz Różewicz, analizując jego kompozycje, pisał: Obraz Nowosielskiego jest pułapką, celą, a nawet klatką w zmysły spętane, unieruchomione, spowite szczelnie niewidzialnymi bandażami są to projekcje snów i marzeń twórcy, który właściwie boi się, ale i pożąda ciała jak grzechu.14

- Jerzy Nowosielski, bez tytułu, ok. 1950, Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu, dep. w Mazowieckim Centrum Sztuki Współczesnej „Elektrownia” w Radomiu
Ta „skażona zmysłowość” – jak zdefiniowała ją Krystyna Czerni – wynikała z młodzieńczego doświadczenia nagości przede wszystkim w odniesieniu do wojennego, okupacyjnego, upokorzonego i martwego ciała. Była to pamięć ciał wywożonych z likwidowanego lwowskiego getta, które mógł widzieć, gdy podczas nowicjatu studiował ikonopisarstwo w unickiej Ławrze Uniowskiej św. Jana Chrzciciela w Uniowie pod Lwowem, może wspomnienie rozebranych kobiet z obozu w Prądniku, gdzie trafił pod koniec okupacji lub też powielenie relacji prasowych z powojennych publicznych egzekucji. Nawet jeśli jednak rozpatrywać tzw. rysunki sadystyczne Nowosielskiego jako powidok wojennej traumy, nie sposób pominąć w ich interpretacji surrealistycznego zaplecza artysty. To ono ośmielało go, by bez zahamowań, choć jedynie w wąskim kręgu przyjaciół, ujawniać, nie tylko językiem sztuki, sferę swoich erotycznych pragnień. W tym kontekście należałoby takż zwrócić uwagę na skrajną powściągliwość hieratycznych męskich sylwetek, które emanują w jego obrazach jednocześnie władzą i skrępowaniem. Może, zaszyte w garnitury i krawaty, warto rozpatrywać jako alter ego malarza (przyjaciele artysty wspominają, że Nowosielski nigdy nie zakładał krótkich spodenek). Siłą rzeczy skojarzenia biegną tu do postaci Salvadora Dalego i chętnie podnoszonego w analizie jego twórczości strachu przed kobiecymi narządami rodnymi. Na podobnie freudowskim koncepcie warto może zatem oprzeć również spojrzenie na twórczość Nowosielskiego?
Tak czy inaczej, wątek nagiego, związanego i poddawanego opresji ciała kobiecego,
który pojawia się w jego twórczości, należy analizować w kontekście historycznym i biograficznym, ale także na podstawie surrealistycznego wezwania do swobodnego eksplorowania własnych doznań erotycznych, a zwizualizowanie ich odczytywać w nawiązaniu do manifestów nadrealizmu.
Z czasem aluzyjność przemocy w twórczości Nowosielskiego staje się coraz bardziej
enigmatyczna. Skrywa się jak w Villi dei Misteri z 1982 r. czy Antygonie z 1982 r. na
obrzeżach obrazu, w bordiurze inspirowanej wielkopiątkową ikoną św. Praksedy, gdzie
pojawiają się sceny jej męczeństwa.


- Jerzy Nowosieslki, Villi dei Misteri, 1982; Radom, Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu,depozyt w Mazowieckim Centrum Sztuki Współczesnej „Elektrownia” w Radomiu; fot. Monika Przypkowska / Sztukomodnie
- Jerzy Nowosielski, plakat do przedstawienia Antgona w Teatrze Powszechnym Antygonie, 1982; Muzeum Plakatu w Wilanowie, oddział Muzeum Narodowego w Warszawie; fot. Monika Przypkowska / Sztukomodnie
Rodzaj opresji wyczuwa się również w artystycznej praktyce bezpardonowego ścięcia brzegiem płótna malowanych przez artystę kobiecych ciał, zatrzaśnięciu ich w klaustrofobicznym kadrze blejtramu i przetrzymywaniu w pozie więźnia zamkniętego w karcerze. Wszystkie „panny nowosielskie” poddają się tym plastycznym zabiegom ze stoickim spokojem, zawsze opanowane i chłodne niczym bohaterka filmu Piękność dnia Luisa Buñuela z 1967 r. To fantazmaty kobiecości, projekcje męskiej zmysłowości, a niekiedy i lęków, do czego sam artysta otwarcie się zresztą przyznawał: Walczę z grzechem pierworodnym w swojej świadomości, a ponieważ to kobieta skusiła mężczyznę i doprowadziła do grzechu, więc ja chcę tę wizję kobiety w mojej świadomości tak przerobić, aby mnie już więcej nie kusiła do złego.15 Podpatrywane w rzeczywistości ciała uwieczniane na malarskich płótnach stawały się w jego odczuciu jednak przede wszystkim symbolami bytów wyższych, malarskim znakiem „idei istnienia”.16 Górnolotność tej narracji, jakkolwiek zasadna i głęboko poruszająca, niejako zwalnia odbiorcę z próby ujrzenia twórczości malarza w szerszym, wspomnianym wcześniej intymno-surrealistycznym kontekście. Zwalniałaby też z pasjonującej próby postawienia sobie pytania, czy Nowosielski był w swoim środowisku i pokoleniu jedynym tak odważnie penetrującym zakamarki swojej podświadomości. A właśnie w tym miejscu odpowiedź staje się dla współczesnych jeszcze bardziej interesująca.
Cały świat jest podszyty erotyką. Weźmy na przykład reklamę, plakat, tańce.
17
Agata Jakubowska w swojej analizie wybranych aspektów twórczości Marii Pinińskiej – Bereś (1931–1999) zwróciła uwagę, że zarówno Nowosielski, jak i artystka „podejmowali w swoich pracach otwarcie temat, którego rzekomo w polskim surrealizmie nie było – seksualność. Eksplorowali własne odczucia i doświadczenia erotyczne i zdecydowali się na ujawnienie w tym ukrytym nurcie jej stabuizowanych aspektów”.18


- Maria Pinińska-Bereś, Maszynka miłości, asamblaż, 1969; Muzeum Narodowe we Wrocławiu, Pawilon Czterech Kopuł; fot. Monika Przypkowska / Sztukomodnie
O ile jednak u Nowosielskiego ta narracja wynikała z zanurzenia artysty w tradycyjnej
perspektywie patriarchalnej, o tyle u Pinińskiej-Bereś była elementem procesu emancypacji kobiecego podmiotu. W jej pracach równolegle bowiem rozwijał się wątek intymności kobiecej w powiązaniu z seksualnością, ale także temat wyzwolenia ciała kobiecego. Obiektem, który odnosi się do obu, jest jej Stół II – Uczta z cyklu Psycho-mebelki z 1968 r. Na płaskiej drewnianej powierzchni, uwolnione z gorsetu społecznych i kulturowych zakazów, ciało kobiece celebruje tutaj siebie. Śmiało wyeksponowane odkryte piersi, lekkość nóg upozowanych w tanecznym ruchu – jednej narysowanej i drugiej trójwymiarowo uformowanej – wreszcie radośnie uśmiechnięta twarz – wszystko ma pozór naturalności, swobody i zadowolenia. To uwolnienie kobiety nie jest jednak pozbawione ambiwalencji.19 Uśmiech, jak ujęła to artystka, równie dobrze odebrany być może jako rechot 20 a ciało podane na stole jak na tacy szykuje się do bycia skonsumowanym, co sugerują jednoznacznie obecne tu serweta i sztućce.
Analizując tę pracę, Agata Jakubowska wskazała na konieczność powiązania jej interpretacji z uzyskaniem przez kobiety w latach 60. większej swobody kulturowej, co objawiło się m.in. szalenie modnym i zaakceptowanym dość szybko fasonem minispódniczki. W czasach narastającego globalnie konsumeryzmu, obecnego do pewnego stopnia także w krajach socjalistycznych, odsłonięcie kobiecych nóg stało się wtedy furtką do zaprzęgnięcia ciała kobiecego w służbie masowej konsumpcji. Odsłonięte zęby, brzuchy i biusty kobiece sprzedawać zaczęły kosmetyki, tekstylia czy sprzęty domowe. Rynkowa wymiana dóbr automatycznie czyniła z ciała kobiety przedmiot, a nie podmiot sytuacji.21 Przeciwstawiając się temu wyidealizowanemu i z gruntu fałszywemu obrazowi dominującemu w sztuce i mediach następnej dekady, ówczesne historyczki i krytyczki sztuki zaczęły promować pokazywanie naturalnego kobiecego ciała, niepoddanego kulturowej obróbce. Do tych kwestii Maria Pinińska-Bereś odniosła się m.in. w swojej pracy Czy kobieta jest człowiekiem? z 1972 r. Widać tu kostium kąpielowy, czy może raczej sfragmentaryzowany tors kobiecy, z podaną datą produkcji i ważności. Wystawiony w strukturze przypominającej sklepową witrynę poddany jest wizualnej konsumpcji. Co ciekawe, ten mocny i wyrazisty przekaz, w niemal zabawnej, słodko-puddingowej formie, zbiegł się w czasie z programem telewizyjnym Ways of Seeing wyprodukowanym w tym samym roku przez BBC. Jego pomysłodawca i prowadzący – brytyjski krytyk sztuki, pisarz i malarz John Berger, w kolejnych odcinkach stawiał pytania związane ze sztuką i jej postrzeganiem, wprowadzając także temat prezentacji kobiet w sztuce, przemyśle rozrywkowym i reklamie jako biernych obiektów do zobaczenia. Uwarunkowane historycznie przedstawianie kobiet z męskiej, heteroseksualnej perspektywy i dedykowanie męskiej heteroseksualnej widowni zyskało w 1975 r. dzięki angielskiej reżyserce i medioznawczyni Laurze Mulvey swoją nazwę jako male gaze (męskie spojrzenie) i przywoływane jest w feministycznym nurcie intelektualnym do dzisiaj. Jak widać, po obu stronach żelaznej kurtyny rodziła się wspólna świadomość pewnych zjawisk i nowego ich dyskursu.
Zagadnienia uprzedmiotowienia i autouprzedmiotowienia, czyli świadomego poddania się i kreowania przez kobiety pod gust męskiego spojrzenia, Maria Pinińska-Bereś widziała w szerokiej perspektywie społeczno-kulturowej, opierała je jednak przede wszystkim na własnych doświadczeniach; analizując swoją drugorzędną pozycję dziewczynki w rodzinnym domu pielęgnującym wartości tradycyjno-patriarchalne, a także sytuację, w jakiej stawiało jej karierę artystyczną macierzyństwo oraz rola żony słynnego rzeźbiarza Jerzego Beresia. W swojej sztuce, pod wieloma względami pionierskiej na rodzimym gruncie, niezwykłym osobistym językiem plastycznym mówiła o seksualności kobiet, ale również o ich skomplikowanej sytuacji kulturowej zobowiązującej do bycia idealną córką, matką, żoną, wyabstrahowaną ideą kobiety bogini czy też fetyszyzowaną kobietą wampem. Pod tym względem jej twórczość stanowi niezwykle ciekawy kontrapunkt dla mistycznej cielesności wyzierającej z malarstwa starszego zaledwie o osiem lat i związanego z tym samym środowiskiem artystycznym Jerzego Nowosielskiego. W jakiejś mierze pozostawała zapewne reakcją na powszechnie akceptowane w ówczesnej przestrzeni publicznej, a dzisiaj co najmniej niestosowne wypowiedzi – także samego Nowosielskiego – w rodzaju: Mężczyzna się ubiera, żeby zakryć własne ciało, a kobieta się stroi, żeby pokazać własne ciało 22 i dalej: Moda damska […] naszych czasów, to moda odpowiednia dla młodej dziewczyny i młodej kobiety. Kobiety, która ma zgrabną figurę, kobiety, która dba o swoją urodę. Wówczas strój podkreśla walory tej urody. A już kobiety starsze w naszej cywilizacji nie mają się w co ubrać. Wyglądają jak pokraki, ponieważ starają się wtłoczyć w stroje, które są przeznaczone dla pięknych młodych dziewcząt. Stroje te uwypuklają tylko ich szkaradę, ich hańbę, hańbę ciała starzejącego się, zdeformowanego.23 Interesujące, jak widać, że ubiorowi artysta poświęcał w swoich wypowiedziach niemało uwagi, zabierając głos jako jej bezwzględny krytyk przynajmniej w pewnych aspektach. Widział go jednak także szerzej, ujmując metaforycznie jako wzmacniający pancerz i obronną maskę dla wygnanego z raju rodzaju ludzkiego. W równie wieloaspektowy sposób strój postrzega i daje temu wyraz w swoich obrazach, fotografiach i obiektach Jadwiga Sawicka (ur. 1959). Warto przypomnieć, że w 1984 r. artystka ukończyła wydział malarstwa krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych w pracowni malarstwa prof. Nowosielskiego. Po okresie pierwszych ekspresyjnych obrazów w połowie lat 90. zaczęła tworzyć m.in. kompozycje przedstawiające pojedyncze części garderoby. Umieszczone na jednobarwnych rozbielonych pastelach, często różu, niezwykle subtelnie poruszają temat uniwersalnej cielesności. Ubrania ukazywane przez Sawicką wydają się publicznie dostępnym komunikatorem ludzkich potrzeb i aspiracji, okrywają, maskują, definiują i kreują. Stanowią wzruszająco kruchą zaporę przed światem, najbliższą nagiemu, bezbronnemu ciału warstwę ochronną, jego drugą skórę, a może bolesną jednak granicę. Na fali narastającego z końcem XX w. sceptycyzmu w zawężania tematu „kobiecości” jedynie do ciała, co – jak zwracano uwagę – powielało patriarchalne spojrzenia na kobietę, Sawicka zaczęła penetrować w swojej twórczości – i czyni to do dzisiaj – obszary przezwyciężające społeczne i kulturowe granice. Wskazując przede wszystkim na wspólnotowość doświadczeń i punkty styczne różnorodnych celów emancypacyjnych, łączy w swoich pracach – podobnie jak wiele współczesnych artystek i artystów – rozdzielane niegdyś i przeciwstawiane narracje kobiece i męskie.

- Jadwiga Sawicka, Damska bluzka, 1997; Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu, depozyt w Mazowieckim Centrum Sztuki Współczesnej „Elektrownia” w Radomiu; fot. Monika Przypkowska / Sztukomodnie
Jerzy Nowosielski mawiał, że sztuka nie jest po to, żeby była piękna, że musi być silna
i musi działać, chciał jednak także, by „panny nowosielskie” cieszyły estetycznie odbiorców jego sztuki. Malowane z punktu widzenia męskiego spojrzenia, zanurzone w tradycyjnej ikonograficznej narracji dają przyjemność szerokiej publiczności również dzisiaj. Jednak niepokojąca erotyka niektórych aktów Nowosielskiego, napięcie panujących tu relacji „pana i poddanej” we współczesnych galeryjnych i muzealnych przestrzeniach domagają się pewnej przeciwwagi. Jego zniuansowana tematyka binarnej erotyki skonfrontowana z perspektywą kobiecą zyskuje, nie traci, a sztuka kobiet w tym dialogu partnersko podnosi głos w swojej sprawie.
PRZYPISY
- Z. Podgórzec, Wokół Ikony – rozmowy z Jerzym Nowosielskim, Warszawa 1985, s. 177 ↩︎
- Prorok na skale. Myśli Jerzego Nowosielskiego, 2007, s. 127. ↩︎
- Z.Podgórzec, 1985, s. 182 ↩︎
- P. Leszkowicz, Seks i subwersja w sztuce PRL-u, Ikonotheka, 2007, nr 20, s. 51–85 ↩︎
- Prorok na skale. Myśli Jerzego Nowosielskiego, 2007, s. 30 ↩︎
- K. Czerni, Nietoperz w świątyni. Biografia Jerzego Nowosielskiego, Kraków 2018, s. 72 ↩︎
- M. Porębski, Nowosielski, Kraków 2003, s. 15 ↩︎
- Prorok na skale. Myśli Jerzego Nowosielskiego, 2007, s. 33. ↩︎
- M. Poprzęcka, Uczta bogiń. Kobiety, sztuka i życie, Warszawa, 2012 s. 136 ↩︎
- K. Janicka, Surrealizm, Warszawa 1973, s. 117 ↩︎
- j.w.; s. 229 ↩︎
- Prorok na skale. Myśli Jerzego Nowosielskiego, 2007, s. 33. ↩︎
- D. Jarecka, B. Piwowarska, Erna Rosenstein. Powtarzać mogę tylko nieświadomie, Warszawa 2014, s. 41 ↩︎
- K. Czerni, Lekcja abstrakcji. Wystawa obrazów i rysunków Jerzego Nowosielskiego, „Tygodnik Powszechny”, 1990, nr 8 ↩︎
- Prorok na skale. Myśli Jerzego Nowosielskiego, 2007, s. 21 ↩︎
- M. Porębski, 2003, s. 19 ↩︎
- Prorok na skale. Myśli Jerzego Nowosielskiego, 2007, s. 123 ↩︎
- A. Jakubowska, Sztuka i emancypacja kobiet w socjalistycznej Polsce. Przypadek Marii Pinińskiej-Bereś2022, s. 82–83. ↩︎
- j.w.; s. 128 ↩︎
- j.w.; s. 132 ↩︎
- A. Jakubowska, Na marginesach lustra ciało kobiece w pracach polskich artystek, 2004, s. 161 ↩︎
- Prorok na skale. Myśli Jerzego Nowosielskiego, 2007, s. 150 ↩︎
- j.w., s. 150 ↩︎
Esej pochodzi z katalogu wystawy Sztuka widzenia. Nowosielski i inni, Zamek Królewski w Warszawie (5.12.2023 -10.04.2024), której byłam kuratorką wraz z Pawłem Witkowskim ze strony współorganizatora wystawy Mazowieckiego Centrum Sztuki Współczesnej „Elektrownia” w Radomiu.
Niniejszym jako redaktor naukowy pragnę jeszcze raz podziękować za jego opracowanie wszystkim twórczyniom i twórcom w tym zamkowemu wydawnictwu Arx Regia t.j.:
redaktor prowadząca – Monika Baranowska
redakcja – Lucyna Wydra, Michał A. Zieliński
korekta – Sylwia Jedlak-Dubiel, Lucyna Wydra, Michał A. Zieliński
fotoedycja – Anna Bukowska, Jerzy Łoziński, Rafał Mroczek
opracowanie graficzne, skład i łamanie – Piotr Karczewski
projekt okładki – ONTO studio / Kaja Nosal, Anna Wręga
Katalog wyróżniony została nagrodą FENIKS 2024 w kategorii „Edytorstwo – Album”

Serdecznie dziękuję Dyrekcji Zamku Królewskiego w Warszawie oraz Pani Tatianie Hardej – kierownik wydawnictwa Arx Regia za możliwość opublikowania powyższego tekstu na blogu Sztukomodnie.
Okładka felietonu to moje zdjęcie wykonane w przestrzeni wystawy Sztuka widzenia. Nowosielski i inni w części zatytułowanej Ciało ujarzmione, ciało wyzwolone; fot. Jan Przypkowski. Na zdjęciu widać we fragmentach następujące prace:
- Maria Pinińska-Bereś, Stół II – Uczta, 1968, technika własna, drewno, płótno, ołówek, kredka, papier mâché, Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu, depozyt w Mazowieckim Centrum Sztuki Współczesnej „Elektrownia” w Radomiu
- Teresa Pągowska, Tryptyk / 1, 1976/1977, olej, tempera, płótno, Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu, depozyt w Mazowieckim Centrum Sztuki Współczesnej „Elektrownia” w Radomiu
Pełne archiwum wystawy dostępne tutaj > Sztuka widzenia. Nowosielski i inni. Archiwum kuratorki























































































































































































